Wydawnictwa

Mój piękny autobus – JACQUES JOUET

 Mój piękny autobus – JACQUES JOUET
Mój piękny autobus – JACQUES JOUET

Mój piękny autobus to powieść rozważająca możliwość powieści, jako dzieła sztuki. Opowiada o podróży autobusem ze wschodu na zachód Francji. Basile jest kierowcą. Odile jest jego żoną. Świat jest światem i jest wszędzie wokół. Teraźniejszość na miejscu szofera. Przyszłość, widoczna przez przednią szybę. Przeszłość wyraźnie dostrzegalna we wstecznym lusterku.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 20,00 zł
szt.

"Proces" Franz Kafka

"Proces" Franz Kafka
"Proces" Franz Kafka

Józef K. zostaje pewnego dnia aresztowany. Ludzie, którzy nachodzą
go w mieszkaniu, nie okazują ani dokumentów, ani nakazu. Ta historia jest
dobrze znana. Oto jednostka pada ofiarą bezwzględnego molocha, zostaje
pochłonięta przez machinę opresji, w konfrontacji z którą traci wszystko:
rodzinę, pracę, a wreszcie samo życie. Ale czy rzeczywiście sąd zarzuca
na Józefa sieć i wplątuje go w proces, który kończy się wykonaną
bez wyroku karą śmierci? A może to Józef prowokuje organy ścigania
i wciąga je w pułapkę, cały czas prowadząc wyrafinowaną grę, której stawką
jest nie tylko sprawiedliwość czy wolność, ale też przechwycenie mocy prawa.

Grzegorz Jankowicz

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 39,00 zł
szt.
  • nowość

24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji - MARIUSZ FRUKACZ

24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji - MARIUSZ FRUKACZ
24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji - MARIUSZ FRUKACZ

Coś się dzieje dobrego w polskiej animacji. Coś nowego. Coś, czego nie da się łatwo zaszufladkować, czemu nie da się nadać jednej etykietki.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 24,00 zł
szt.

4 x Ida Linde - PAKIET

4 x Ida Linde - PAKIET
4 x Ida Linde - PAKIET

Ida Linde – ur. 1980 w Umeå. Szwedzka pisarka, poetka, tłumaczka. Zadebiutowała w 2006 r. tomem wierszy „Maskinflickans testamente” (Testament mechanicznej dziewczynki). W 2009 r. ukazał się zbiór prozy poetyckiej „Om jag glömmer dig blir jag en annan” (Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym, pol. wyd. Lokator Media 2015), a dwa lata później, w roku 2011, powieść „En kärleksförklaring” (Poleciały w kosmos, pol. wyd. Lokator Media 2016). Jej wiersze drukowane były w czasopismach Portret, Tekstualia i Rita Baum oraz prezentowane w ramach projektu „Wiersze w metrze” w Warszawie. Autorką przekładów książek Idy Linde jest Justyna Czechowska.

Ida Linde, Na północ jedzie się, by umrzeć (przeł. Justyna Czechowska)

Ida Linde, Poleciały w kosmos (przeł. Justyna Czechowska) 

Ida Linde, Mama Mordercy (przeł. Justyna Czechowska) 

Ida Linde, Testament Maszynowej Dziewczynki (przeł. Justyna Czechowska) 

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 80,00 zł
szt.
  • nowość

BAJKONUR. Marcin Pawlik

BAJKONUR. Marcin Pawlik
BAJKONUR. Marcin Pawlik

U Pawlika nic nie jest tym, czym się wydaje. Bajkonur to kosmodrom, z którego daje się nura w wyobraźnię, miesza szyki, wlewa wspomnienia do kadzi ze snami, zabiera rzeczy potrzebne i trochę mniej potrzebne. Bajkonur to miasto, to kocimiasto i psimiasto, to bajka o nocy i dniu, o domach i oknach, o grafitowych pantalonach i evencie z Judaszem, o tym, co dzieje się w przerwie meczu o Puchar Polski i o tym, co w Pewexie. Przeszłość wywrócona na nice, wetknięta w okruchy tu i teraz, jutrzejsze wizje spalają się na skraju państwa. Jakiś smutek dziwny, jakieś krwiste niepokoje idą ramię w ramię z magią chwili. Niby wiemy, że bywało różnie, ale kicamy. Kicamy, choć wilcy nam skaczą po piętach, trochę jak u Jacoba, trochę jak u Herberta, trochę jak w tych wszystkich najładniejszych i najstraszniejszych zarazem bajkach, co są z języka i na języku.
Jakub Kornhauser

Marcin Pawlik (ur. 1978) – politolog, prawnik, basista oraz tekściarz zasłużonych zespołów alternatywnych, członek trupy teatralnej Teatr Bob. Czynny kadrowicz Reprezentacji Polskich Pisarzy w Piłce Nożnej. Wydał dwie książki poetyckie Deklinacja nic oraz Bunt na jeziorach. Stacjonuje w Krakowie.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Bunt na jeziorach. MARCIN PAWLIK

Bunt na jeziorach. MARCIN PAWLIK
Bunt na jeziorach. MARCIN PAWLIK

Poezja Marcina Pawlika jest poezją bezsensu. W tym wyrażeniu zamykają się dwie najistotniejsze – moim zdaniem – cechy twórczości autora Buntu na jeziorach: językowa nadwrażliwość, której pokłosiem są liczne gry, żarty i prowokacje słowne; oraz – co smutniejsze – tematyka.

Smutno, bo Pawlik jest wnikliwym obserwatorem współczesności, którą trafnie przepisuje na metafory. Nie stawia diagnoz. Konstruuje obrazy poetyckie, będące zgrabną kompilacją tego, co osobiste z tym, co powszechne. Czy może raczej – jednostkowe doświadczenie opisuje za pomocą istniejących w masowej świadomości symboli. Rezerwuarem toposów i archetypów jest u Pawlika głównie kinematografia. Jeśli w tytule cyklu pojawia się figura Chrystusa (Last Temptation of Robinson Crusoe), to jest ona zapośredniczona przez dzieło Martina Scorsese, po czym przemilczana i zastąpiona postacią słynnego rozbitka, który z kolei okazuje się być podmiotem wierszy. Podobnymi (bez)zasadami rządzi się cały świat poetycki Pawlika. O zgrozo! Naznaczony bezsensem, jest niezwykle przekonujący. Jedyne pewniki tej rzeczywistości to niepewność, chwilowość, ulotność. Tu nic nie dzieje się naprawdę i nieodwołalnie, za nic nie trzeba brać odpowiedzialności, zawsze można odpuścić i zacząć się szlajać, ale tak / przemysłowo / i miałko, na przekór etyce,  – Bo jeśliby tu zacumować na dłużej – to co?. Skąd my to znamy.

Metaforą życia jest dryfowanie, podczas którego bohaterowie Buntu na jeziorach poddają się mniej lub bardziej przyjemnym, z reguły jednak absurdalnym doświadczeniom. Na ich określenie nie wystarcza podstawowa egzystencjalna terminologia. Słowa takie jak „miłość”, „śmierć”, „życie”, „szczęście”, „strach”, utraciły swoje desygnaty. Lepsze od wyświechtanych ogólników są odniesienia filmowe, cytaty z piosenek, potoczne frazesy, „zasłyszane” wypowiedzi. Kompetencja kulturowa, świadomość tradycji, jest tym, co dręczy głos mówiący: doświadczam skurczy pamięci, konstytuuje go, a zarazem jest nieprzystająca do rzeczywistości, w której ten istnieje. Patetyczne słowa pojawiają się na zasadzie kpiny lub deprecjacji, tworzą karkołomne konstrukcje poetyckie, bez składu i ładu: Na giełdach anieli podają kursy walut, / całkiem nieśmiało je podają, a przy stole chaos obsikuje / mi buty. / Obrośnięty jedynie przez sacrum, / owo ius postscriptum, / które ośmielę się zobrazować tu jako smycz. / Wyćwiekowaną smycz. Kawalkady skojarzeń – jak powyższa – w połączeniu z licznymi synestezjami, żywą sensualnością oraz symbolicznością opisów, przywodzą na myśl poetykę wysokiego modernizmu. Trop wydaje się trafny, gdy głębiej zastanowić się nad tytułem tomiku.


Jeśli egzystencja ludzka została zobrazowana jako dryfowanie po wodnym obszarze, to figura jeziora odcina wszelkie romantyczne, bohaterskie konotacje. Jezioro – jako atrapa, namiastka morza czy oceanu – jest pozorem wolności, bezkresu, nieprzewidywalności, żywiołu. W rzeczywistości oznacza zastój, stagnację. Zbiór poetycki przekornie zatytułowany Bunt na jeziorach ewokuje raczej nastroje fin de siècle`u niż rebelii. Przewrót pozbawiony jest strategii, nie ma konkretnej przyczyny, nie wiedzie do żadnego celu. Bunt dla samego buntu. Bo taka postawa jest domeną młodości, bo poeta powinien być skonfliktowany ze światem. Bunt bez impetu i wiary w jakiekolwiek ideały. Chocholi taniec.

Pawlikowi udaje się jednak toczyć pełne zaangażowania, spektakularne boje w nieco innym wymiarze. Na terytorium języka poetyckiego aż iskrzy od starć różnorodnych pól semantycznych i słychać zgrzyt rejestrów. Autor wymaga dystansu wobec tytułu własnego tomu, sam będąc skrajnie nieufny w stosunku do skostniałych związków frazeologicznych, utartych sloganów itd. W <<Buncie na jeziorach>> plaże były pazerneposiłki wystygły, tak więc odsieczy nie będzie, myślimy o samotnych po przeburzeniu, zaliczamy kurs pierwszej przemocy, z lontem na patyku w ustach. Jesteśmy podejrzliwi wobec wszystkiego, co widzimy, słyszymy, mówimy. Wobec innych i wobec siebie, bo nasz sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości podlega tym samym mechanizmom. Zdekonstruowane językowe pewniki określają świat takim, jakim jest, zaś poprzez skojarzenie z pierwotną formą, przywołują pamięć tego, jakim być powinien. Kontrast między teorią a praktyką, między wzorem i wykonaniem może rodzić potrzebę działania, buntu. Tu i ówdzie pojawia się sprzeciw: Szlaban temu trendowi ./ Parol tej modzie. / Przemawiam, mimo że moje słowa nie są moimi słowami: // U mnie pod blokiem dziewczyny w lustrach toną, a w ostatniej z trzech części, na które dzieli się zbiór (WolumenCinema InfernoLast Temptation of Robinson Crusoe) podmiot jest państwem na wyspie i zaprowadza własny porządek. Dziesięciowierszowe zmagania puentuje jednak wyznanie: Ni śladu utopii.// Współczuję wam, moi poddani,/ współczuję wam takiego państwa.

Bunt, jeśli w ogóle jest możliwy, oznacza kontestację, a nie działanie; jest natury językowej, intelektualnej, nie zbrojnej (choć w poezji Pawlika tak wiele militarnych metafor). Opór polega na zaakceptowaniu sytuacji, w której Całą prawdę i świętą prawdę jedyną odkryłem / niedawno w przejściu podziemnym wysprajowaną / jąkającą się ręką: // «UNIEŚCIE NAS W GONDOLACH CO Z BRAKU POWODZI/ CZY ROZTOPÓW DNO SZOROWAĆ BĘDĄ» i dostosowanie/ustosunkowanie się wobec niej. Nie bez przyczyny ostatnią część zbioru stanowi współczesna robinsonada, której istotą jest i zawsze była umiejętność przystosowania się do ekstremalnych warunków i zachowanie człowieczeństwa. Robinson pióra Pawlika utknął na wysepce na środku jeziora, z której bezskutecznie stara się naprawiać świat. Nie jest mężnym krzewicielem zachodniej cywilizacji, ale – odwrotnie – jej wyrzutkiem. Rozbitkiem życiowym.

Bezbrzeżny bezsens, będący najsilniejszym doznaniem lekturowym Buntu na jeziorach, a co za tym idzie – bezradność, swojego rodzaju tragizm podszyty ironią i inteligentnym (trzymającym przy życiu) poczuciem humoru, są wiernym odwzorowaniem sytuacji współczesnych młodych. Bez moralizatorstwa, wodolejstwa, górnolotnych czy plugawych słów. Trafnie, krótko i rzeczowo. Już dawno nikt tak dobrze nie pokazał, jak bardzo wszystko źle.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Cykl biały – ATHENA FARROKHZAD

Cykl biały – ATHENA FARROKHZAD
Cykl biały – ATHENA FARROKHZAD

W Cyklu białym Atheny Farrokhzad członkowie rodziny, których łączy doświadczenie rewolucji i migracji, mówią o przemocy i bieli. Głos lirycznego ja pojawia się tu wyłącznie w formie cytatów przytaczanych przez krewnych, cytatów, które na przemian oskarżają owe ja lub go bronią. Cykl biały przypomina koncert chóru; nie istnieje tu jedna odpowiedź na pytania o pochodzenie i odpowiedzialność, ale wciąż na nowo spisuje się potworne prawa represji.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Człowiek, który czeka – AGNIESZKA TABORSKA

Człowiek, który czeka – AGNIESZKA TABORSKA
Człowiek, który czeka – AGNIESZKA TABORSKA

Człowiek, który czeka. Pandemia na mansardzie – to dziennik i książka wspomnieniowa. To także książka o podróżach, życiu między Ameryką a Europą, i o Warszawie. Agnieszka Taborska z rozbawieniem i czułością przygląda się rytuałom i drobnym cudom czasu odosobnienia. Izolacja paradoksalnie wiedzie nas w kosmopolityczną wędrówkę przez lektury i filmy, ukazując pandemie oczami Brama Stokera, Gabriela Garcíi Márqueza, José Saramago … Klasyczne powieści okazują się najlepszymi komentarzami do tego, co dziś nas spotyka.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 21,00 zł
szt.
  • nowość

Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK

Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK
Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK

Jeśli zapytać przypadkową – całkiem nieźle zorientowaną w krakowskim świecie literackim – osobę o Marcina Pawlika, najprawdopodobniej nie zająknie się nawet o jego poezji. Wspomni najwyżej o alternatywnym „Sublokatorze”, w którym jest basistą, przy dużym szczęściu będzie wiedziała, że jest także autorem tekstów ich piosenek. O poezji Marcina Pawlika nie miało okazji słyszeć i nie słyszało dotąd zbyt wielu (choć oddać należy sprawiedliwość „Czytelni” TVP Kultura, w której tomik był recenzowany). Po roku od wydania „Deklinacji nic” wypadałoby to wreszcie zmienić. Przepraszam, nie „wypadałoby” – bardzo chciałabym, żeby się to zmieniło.

Trudny to debiut pod wieloma względami. Z jednej strony niełatwo się przebić przez niemal czterdzieści bardzo zróżnicowanych utworów, z drugiej wyrokowanie na temat przyszłości poetyckiej autora (z czym wiąże się przecież zwykle recenzowanie debiutów) wydaje się wysoce problematyczne. Przejdźmy może więc od razu do rzeczy. Spróbujmy po kolei, choć opuszczając pierwszy utwór – o nim jeszcze będzie czas powiedzieć. Marcin Pawlik podzielił swój tomik na trzy części, którym nadał bardzo znaczące tytuły: Lokacje, Synapsy i Mute.

 

W Lokacjach, zgodnie z tytułem, większość wierszy wiąże się mniej lub bardziej z zagadnieniem miasta, funkcjonowania w rozmaitych przestrzeniach – od tych możliwie najbardziej metaforycznie egzotycznych (Jornada del Muerto) po pozornie swojskie (Błogosławię cię Kielce przez oczy Tesco). Można by sobie wygodnie je podzielić na te, w których miejscem pobytu jest mieszkanie (względnie: dom) i te, w których podmiot miota się w przestrzeniach miast. Tu autor nie szykuje się też do żadnego przewrotu – podmiot miota się oczywiście bez względu na stopień rozpoznania terenu. Trudno też nie raz będzie orzec, gdzie dokładnie jesteśmy, o jakim obszarze mowa. Mieszać będzie się w tej poezji niemal wszystko – przestrzenie, języki, zagubienie z apodyktyczną niemal pewnością. W Ziemi niczyjej czytamy: (…) wewnątrz / można by jednak / poszperać / niby że kluczem / ale bez żadnych / zasad i próżnych obscen / gdyby jeszcze były chęci / odzew bity na odlew / w tym pomieszaniu / języków i map (…) W tych słowach zdaje się w pewien sposób wyrażać antystrategia podmiotu – szpera, gdzie tylko chce, bez wcześniej ustalonej metody czy określonego przedmiotu poszukiwań, rezygnując z „próżnych obscen”, rezygnuje też z taniego efektu. Przegrzebując się przez tradycje literackie i doświadczenia lekturowe, próbuje zamanifestować (swoją drogą można wskazać wiele miejsc, w których z poetyką manifestu korespondować będą wiersze Pawlika) swój sprzeciw wobec każdego niemal systemu (do systemu – i niech mi ktoś udowodni, że diabeł nie tkwi w języku – jeszcze wrócimy). Dalej czytamy: (…) znaczy się że już pora / że trzeba szykować się / do manewrów pamięci. No właśnie – aktywnością, do której skłonny jest mówiący, nie wydaje się być sam manewr, ale jedynie przygotowanie do niego. Czym jednak są owe manewry, gdy chodzi o pamięć? Wydaje się, że chodzi o pewną cyrkulację obrazów, tekstów, doświadczeń, które w tym przypadku łączą się w obcej, albo raczej: podlegającej obcym, przestrzeni – domowej chyba – „ziemi niczyjej”.
Stan, w którym z jednej strony czas wykonania manewru taktycznego (bo o niego najpewniej chodzi) wydaje się nadchodzić, z drugiej to właśnie samo organizowanie sił jest najważniejsze. Pawlik organizuje i pokazuje, co udało się mu zorganizować do tej pory. Nie przebiera tego, co znalazł, nie decyduje się na radykalną selekcję. Raczej wymienia, przekłada i – tytuł tomiku także odsyła do takich skojarzeń – wielokrotnie odmienia. Choć zastanówmy się – skoro odmieniamy nic (nicość?), to skąd ten nadmiar? Skąd szperanie? Skąd ta nieznośna chwilami gęstość? Problem ze wskazaniem choćby antonimu nicości może wskazać istotny trop – dziwny przesyt jest niejako drugą stroną medalu nicości, jej negatywem, inaczej rozłożonymi akcentami niemal tego samego. Nie wydaje się jednak, by celem było „zagadanie nicości”, to raczej pierwsza próba przejścia od etapu czytania i mówienia głosem innych, do mówienia we własnym imieniu, możliwie najbardziej (sic!) własnym głosem. Czytamy jednak: (…) język przyrasta mi do milczenia / język nabrzmiały / jak szmata na wietrze. Odnieść można wrażenie, że to właśnie to doświadczenie – niemożności mówienia czy wyrażenia – jest przyczyną dla której tak zagęszczona jest ta poezja.
Mówiący wciąż patrzy, władze wzroku są dla niego podstawowymi i najważniejszymi – obrazki, telewizja, wszechobecne okna i szyby – jest oddzielony przezroczystą warstwą od tego, co widzi, ale też oddzielić próbuje się od zewnętrza, aby chociaż spróbować mówić o tym, co dzieje się wewnątrz. Wielokrotnie pojawiający się także motyw pamięci, która to dobiera się do ciała, to jest jedynie śladem. Szamocze się z nią i czerpie z niej jednocześnie. Donosy na rzeczywistość, by przeformułować tytuł tomiku Białoszewskiego, którą nie zawsze widzi podmiot jako ludzką (system, system, system), przeradzają się w różnej jakości poetyckie skargi. Raz będzie to dość proste zakończenie Domu otwartych okien: (…) osobisty model dotyku / dokładnie rozpisany na role: / weź podaj mi ciepło / a potrę nim oko. Innym razem w Błogosławię cię Kielce przez oczy Tesco mocno wypowiedziany, inicjalny fragment: Jest tylko niesmak / że się nie spełnia przepowiednia / i nagła powietrzna ofensywa / pozostaje jedynie w sferze marzeń (…). Nie rozczarowanie właśnie, ale „niesmak”, że przepowiednia się nie spełnia to wyraźny znak ironicznego stosunku mówiącego do własnej sytuacji. Pozornie godzi się w dalszych słowach na konieczność tłumaczenia „co i dlaczego?”, lecz jest to zgoda, która musi pociągać za sobą wrażenie: (…) niczym w terrarium / czułem jak wilcze spojrzenia / dosiadają się do mnie. Czyje są te spojrzenia? Powtórzmy raz jeszcze: systemu, systemu, systemu.
Bywało w tej części i ciężko, i męcząco, i frapująco. Skąd to wrażenie? Czytanie tych wierszy może być i bywa wyczerpujące, lecz nie jest to wyczerpanie frustrujące. Główny wniosek, do którego można dojść po lekturze – może niezbyt konstruktywny, przyznaję – to, że coś jest na rzeczy. Że autor miewa świetne intuicje, że może kluczy, ale przyglądanie się temu, jak to robi, jest niezwykle interesujące i że mimo, iż wiersze wydawać się mogą chwilami przesycone, to nie jest to przesycenie tym, co dobrze znane. Nie wpisze się bowiem ze swoją twórczością Marcin Pawlik w stylistykę wypracowaną przez kolegów po piórze. Jeśli może być dobrym poetą, a co do tego nie mam większych wątpliwości, to zapowiada się jako poeta raczej osobny.
Czas więc na Synapsy. Wiersze z tej części wydają się nieco nierówne – znajdzie się tu wiele kiksów, trzeszczących w uchu fraz, nieznośnie przesadzonych i przesyconych wersów. Znajdą się jednak wyjątkowo ciekawe ujęcia czy zaskakujące odwołania, jak to z Obsługi miłosierdzia: Ty się znasz i milczysz / brak stropu i brak odpowiedzi / dni całe w gęstych strupach / to od ciężkich praw metafizyki (…). Rzut oka wstecz – we wcześniej wspomnianej Ziemi niczyjej, znajduje się taki fragment: (…) część na parapecie / prawice wznosi ku niebu (…). Niewinny flirt z tradycją romantyczną? A może zaskakujący zwrot ku transcendencji? Chyba nie do końca, bo przecież mówiący na moment nawet nie przestaje być ironiczny. Wielokrotnie można poczuć się wytrąconym z równowagi. Nie inaczej, w nie innych rejestrach, funkcjonował będzie mówiący. Z jednej strony zdaje się zachowywać jak dziecko we mgle, z drugiej pojawi się na koniec Obsługi miłosierdzia wers, który wiele może wyjaśnić (nie zapominajmy o pierwszych zdaniach): (…) Jeśli jeszcze nie zwariowałem to jutro zapiszę.
W innych wierszach też będzie nas Pawlik torpedował ideami i odwołaniami. Nie tak już może wprost wyrażonymi, ale jasnymi i dość łatwo dekodowalnymi. W wierszu Życie jako lizanie niemożliwego powrócimy (choć nie wydaje mi się, aby wiele spośród dotąd omawianych rezygnowało z tej perspektywy) do władz wzroku, jako tych, którym nadaje wielkie znaczenie. Chłopiec, rodem niemal z Leśmianowskich wierszy, (…) nie zna tego rubasznego przeczucia / że ten żywopłot to tylko w jego głowie (…). Niby nic zaskakującego, a jednak – przykre zwykle odkrycie, że świat widziany jest jedynie wyobrażonym, tu jest określone jako „rubaszne przeczucie. Przewartościowanie, którego dokonuje, nie oznacza jednak skłonienia się ku konkretnej wizji czy filozofii – jest raczej (kolejny raz) testowaniem możliwości, które dają idee. Ten sam wiersz, wykorzystuje też bardzo dobrze znaną i – bądź co bądź – trochę już wytartą poetykę mówienia o końcu świata, który (…) będzie niczym szczególnym / raczej okaże się czymś w rodzaju / nadzwyczajnego posiedzenia rządu. Jest w tym jednak pewna znakomita intuicja: skoro wszystko jest w głowie chłopca, wszystko jest gęstwiną znaków, obrazów i zapachów, to czym więcej może być koniec świata. To wydaje się też bardzo ciekawe w poezji Pawlika – zwielokrotnienie, spiętrzenie idei, pewien ich nadmiar, który w ostatecznym odbiorze (często) daje się bezboleśnie, choć zarazem niełatwo, przyjąć.
Kończący tę część poemat prozą, który zamyka świetna fraza …ból zmęczony, lecz wciąż bestseller wydaje mi się jednym z lepszych utworów. Jest i sugestywny, i na swój przedziwny sposób oryginalny. Budując sytuację liryczną (cóż za nieszczęśliwe określenie…), umieszcza się mówiący w miejscu, w którym może zarazem obserwować (dominujący wzrok pozostał) i uczestniczyć, choć wydaje się, że nie może sobie pozwolić na „pełne uczestnictwo”, tak, aby nie przestać jednocześnie dystansować się i wątpić. Autoironiczne i pełne rezygnacji dopowiedzenie …ból mi przyniosą z papieru mówi wiele: zależność pojawia się tam, gdzie najmniej się można jej spodziewać. Czyli co, znów system, system, system? Ale – jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało – inne to już, jak dobrze widać, gdy przeczytamy uważnie całość, działania systemu.
W ostatniej już części – Mute – w utworze Miracula, znajdą się takie frazy: Zepsuto nas tym chłopskim rodzajem zmęczenia, w którym obchodzi się pola i sady naprężoną białą łydką, kroki gubią się, lecz wciąż bezwstydnie i na nowo obrastają brudem. Ziemia wysyła nam cienie, ziemia udziela nam demencji. (…) Pamięć doświadczenia, pamięć doświadczenia innych osób, pozwala tylko wątpić i widzieć wyraźniej. Jeśli ziemia udziela demencji, więcej: jeśli ziemia może udzielić demencji, nie sposób nie zapytać, dlaczego nie pragnie się tej wygody? Ponieważ wygody, jak wydaje się mówić podmiot (uwaga: podmiot zbiorowy), blokują prace wątpliwości i sprzeciwu, konstytutywne dla tożsamości. Także melancholijne ujęcia nie raz jeszcze pojawią się w tej części (milknie się przecież także nie bez powodu), na przykład w finalnych wersach Cysty: (…) ulegamy krępującej erozji / ale wciąż jesteśmy / pamięcią o innym / żyjąc jedynie z wyjadania wspomnień / i przegryzania stropów. Niekończący się proces angażuje także innych (ponownie, jak w wielu wierszach Mute, podmiot zbiorowy), którzy z jednej strony żerują, z drugiej utrzymują żywą pamięć o innych. Ten cichy bunt, odbywający się niemal między wersami, daje się wyrazić w tak powściągliwych słowach. Gdzie indziej czytamy: (…) w tę i we w tę / baaardzo rytmicznie / mimicznie / jak pod ścianą płaczu / wte i wewte / zerwiemy je zanim… / kiedyś… to pewne (…). Kiedy nadejdzie to mityczne „kiedyś” – nie wiadomo. Wiadomo jednak, już wers dalej, co stwierdza, co widzi, co proponuje bądź proponować musi podmiot: (…) spójrz: agencja powietrza w remoncie / będziemy więc sprzedawać się w skupieniu. Nic od siebie dodać nie chcę.

Po słowie o towarzyszących poezji Pawlika obrazkach, wrócić trzeba będzie jeszcze do pierwszego – pominiętego wcześniej – utworu. Nie bez powodu określiłam te małe obrazki jako towarzyszące, a nie ilustrujące. Nie są one bowiem ani jednoznacznie związane, ani też nie komentują poezji, obok której są umieszczone. Są czymś w rodzaju równoległej projekcji, chwili na spojrzenie w wielkie zęby czy rzut oka na Style of life. Trochę szkoda, że w tak niewielkim zakresie zaistniał tu Marc Brunier-Mestas (to twórca obrazków oczywiście). Wydaje mi się to bowiem wyjątkowo ciekawe – współbieżna, choć nie ścisła, koegzystencja dwóch przestrzeni: słownej i wizualnej, nie tworząca złudzenia prostej przekładalności tych dwóch języków.

W Bez opamiętania – to ten omijany pierwszy utwór – transformując bajkę Jachowicza (nieśmiało zaznaczę, że to też okres romantyzmu) pisze Pawlik: Pan System był chory i leżał w łóżeczku. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Bo zależało mi bardzo, aby deklarację niemal explicite wyrażoną, odsunąć na dalszy plan. Nie oznacza to jednak, że utwór jest gorszy od innych, przeciwnie – we frazach (…) Pan System Śniło mi się odstąpienie / Przerywaj mi zanim zacznę (…) albo (…) Pan System Pocić Pocić się Wychładzać / Przeprosić się (…) Pawlik bardzo sprawnie i bardzo ciekawie pokazuje wobec czego, wobec jakich systemów, wobec których w jaki sposób, buntować się musi i że nie bez powodu mottem tomiku uczynił zdanie Györgi Konráda, że Pamięć to bunt. I teraz drodzy Państwo, proszę przeczytać na własną rękę całość od początku. Nie będzie łatwo, nie będzie lekko, ale warto.

Olga Szmidt > Magazyn Mrówkojad* nr. 51

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Dzikus – JACQUES JOUET

Dzikus – JACQUES JOUET
Dzikus – JACQUES JOUET

Opublikowana po raz pierwszy w 2001 r. minipowieść Dzikus jest opowieścią mężczyzny o imieniu Paul, po części opartą na biografii Paula Gauguina. Jouet dokonuje jednak całego szeregu, często komicznych, przesunięć wobec życiorysu jednego z prawodawców francuskiego postimpresjonizmu, sprawiając, że co chwilę trzeba się upewniać, co w tej historii jest zaczerpnięte z pierwowzoru, a co kompletnie zmyślone.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA

Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA
Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA

Engramy to ślad pamięciowe, zmiany pozostawione w układzie nerwowym przez konkretne przeżycia. Na ich podstawie pamięć odtwarza potem cały magazyn wspomnień i doświadczeń. W Engramach Marta Eloy Cichocka proponuje nam wietrzenie magazynów pamięci: nie tylko tej indywidualnej (nieraz bardzo prywatnej, choć przecież uniwersalnej), lecz również pamięci zbiorowej, palimpsestu wyimków ze świętej księgi Majów obok świeżych okruchów traum całkiem współczesnych. Wietrzenie magazynów zainspirowali m.in. Zbigniew Herbert, Olga Tokarczuk i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, PJ Harvey, Jónsi i Patti Smith, Juan Gelman czy Ko Un. To liryka erudycyjna i osobista zarazem, delikatna i drapieżna, serdeczna i skupiona, wciśnięta w strofy jak w szpilki, a czasem jak w glany, kobieca jak / poezja kobiety którą stać na poezję, i której ironiczne credo brzmi: dużo / piszę mało zapisuję. Tak wybrzmiewa poetycki wielogłos samotności: mam cztery języki w jednym milczę / w drugim mówię w trzecim piszę / czwartym liczę tylko na siebie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Ida Linde "Testament Maszynowej Dziewczynki" - PRZEDSPRZEDAŻ

Ida Linde "Testament Maszynowej Dziewczynki" - PRZEDSPRZEDAŻ
Ida Linde "Testament Maszynowej Dziewczynki" - PRZEDSPRZEDAŻ

Maszynowa Dziewczynka umrze pierwsza. Tak postanowiła. Ale wszyscy inni zdążą umrzeć przed nią. Testament Maszynowej Dziewczynki to zapisana wierszem współczesna baśń o młodej kobiecie, która straciła wszystko i wszystkich, choć zachowała przy tym odwagę, gniew i bezczelność.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość

PAKIET: Przestrzenie + Biografia

PAKIET: Przestrzenie + Biografia
PAKIET: Przestrzenie + Biografia

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 49,00 zł
zestaw

PAKIET: Rzeczy + Biografia

PAKIET: Rzeczy + Biografia
PAKIET: Rzeczy + Biografia

Pakiet zawiera:

  • Georges Perec, Rzeczy, przeł. Anna Tatarkiewicz, Lokator 2014. 
  • Claude Burgelin, Georges Perec. Biografia, przeł. Wawrzyniec Brzozowski, Lokator 2014. 

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 40,00 zł
zestaw

PAKIET: Trado + Cykl biały

PAKIET: Trado + Cykl biały
PAKIET: Trado + Cykl biały

PAKIET ZAWIERA RÓWNIEŻ KSIĄŻKĘ „CYKL BIAŁY”

Svetlana Cârstean i Athena Farrokhzad poznały się w trakcie warsztatów tłumaczeniowych w 2012 roku. W wyniku tego spotkania poetki przetłumaczyły nawzajem swoje debiutanckie książki, „Kwiaty z imadła” na szwedzki i „Cykl biały” na rumuński, nie znając języków wyjściowych. TRADO jest kontynuacją ich współpracy. Oryginał staje się tu konsekwencją przekładu, w wierszu o dziedziczeniu, zdradzie i miłości, gdzie mieszają się dwa głosy, zamieniają się miejscami. TRADO składa się z trzech cykli, dwóch poetyckich i jednego eseju, które wspólnie tworzą wyjątkowe dzieło.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 30,00 zł
szt.
  • nowość

Poezja pionowa – ROBERTO JUARROZ

Poezja pionowa – ROBERTO JUARROZ
Poezja pionowa – ROBERTO JUARROZ

[…] Już dawno nie czytałem wierszy, które by mnie do tego stopnia zmęczyły i zachwyciły, co Pańskie, i tak to Panu mówię w biegu i już nie czytając po raz drugi, bo na koniec człowiek głupieje i zaczyna się bać tylu wielkich słów. Ale czuję, że mi Pan uwierzy i że już jesteśmy przyjaciółmi.

Julio Cortázar

 

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

Przestrzenie – GEORGES PEREC

Przestrzenie – GEORGES PEREC
Przestrzenie – GEORGES PEREC

Pisarstwo Georgesa Pereca zasilają dwa potężne impulsy. Z jednej strony zdziwienie, tradycyjnie identyfikowane jako źródło filozoficznego namysłu, ale dla autora Przestrzeni stanowiące naturalną postawę wobec świata, a mówiąc precyzyjnie – wobec każdej drobiny istnienia, która jest tylko o tyle, o ile wydobywa ją z nicości dociekliwe pytanie. Z drugiej zaś strony pragnienie, na dodatek potrójne: trwałości, obecności i pełni. Jeśli żadne z miejsc nie jest nam dane na zawsze, jeśli żadne z nich nie może być dla nas wieczystym punktem odniesienia, jeżeli rzeczy i ludzie gubią się i odchodzą, to jedyną nadzieją są słowa: widmowe szkatułki, w których przechowujemy kawałki zgruzowanego świata, niewyraźne ślady jego obecności, fantomy wypełniające pustkę. Perec niestrudzenie notuje, każdego dnia z tą samą determinacją tworzy rejestr istnienia, włączając do niego osoby, miejsca, przedmioty i zdarzenia. Żyje wyłącznie dlatego, że pisze.
Grzegorz Jankowicz

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość

Puste spacje. ENRIQUE WINTER

Puste spacje. ENRIQUE WINTER
Puste spacje. ENRIQUE WINTER

Tradycja i nowoczesność, aleksandryny i haiku, merengue i mazurki – wszystko to znajdziemy w wierszach Enrique Wintera, w wybuchowym wyborze Marty Eloy Cichockiej. Od wzgórz Valparaíso, gdzie bohater liryczny przeżywa młodzieńcze wzruszenia i rozterki, aż po polskie dróżki, które przemierzała charakterna babcia poety, „Modzelewska po ojcu, Wyrzykowska po matce”: PUSTE SPACJE same się proszą, by zapełnić je znaczeniami.

ENRIQUE WINTER (1982) – chilijski poeta, prozaik i tłumacz. Z pochodzenia potomek polskich i niemieckich imigrantów, z wykształcenia prawnik, z zamiłowania literat, wydawca w Ediciones del Temple, tłumacz Charlesa Bernsteina i Philipa Larkina na język hiszpański, stypendysta New York University w dziedzinie twórczego pisania, wykładowca na Universidad Católica de Valparaíso. Opublikował cztery tomiki wierszy: Atar las naves (2003), Rascacielos(2008), Guía de despacho (2010) i Lengua de señas (2015), a także powieść Las bolsas de basura (2015). Jego wiersze i wideo wchodzą w skład około setki publikacji w sześciu językach. Muzykę do jego wierszy (w ramach projektu Winter Planet) stworzył Gonzalo Planet, basista zespołu Matorral. Laureat nagród literackich: m.in. Víctor Jara, Nacional de Poesía & Cuento Joven, Nacional Pablo de Rokha i Goodmorning Menagerie Chapbook-in-Translation.

MARTA ELOY CICHOCKA (1973) – poetka i fotografka, iberystka i literaturoznawczyni, tłumaczka Calderona i Racine’a, Juarroza i Gelmana. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury, laureatka I nagrody w konkursie poetyckim im. Haliny Poświatowskiej oraz I Beca-Residencia Internacional SxS Antonio Machado. Współzałożycielka Fundacji Sztuka dla Sztuki / ART for ART, pomysłodawczyni i koordynatorka projektu „Literatura to ludzie, kultura to komunikacja” pod auspicjami Santander Universidades, warsztatów translatorskich „Manufaktura Poezji” oraz cyklu dwujęzycznych spotkań poetyckich „REPUBLICA POETICA”.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Republica Poetica 1.0: 111 wierszy – red. MARTA ELOY CICHOCKA

Republica Poetica 1.0: 111 wierszy – red. MARTA ELOY CICHOCKA
Republica Poetica 1.0: 111 wierszy – red. MARTA ELOY CICHOCKA

Reprezentatywna panorama hiszpańskojęzycznej poezji współczesnej. Poezja roczników 70. i 80. Poezja debiutantów i wytrawnych literackich graczy. Poezja o wielu twarzach – co najmniej jedenastu, bynajmniej nie tylko stu jedenastu – którą łączy jeden wspólny mianownik (poza kontekstem samej antologii): jest to poezja napisana w języku hiszpańskim. Napisana w języku hiszpańskim, ale tylko po części w Hiszpanii, a po części w Chile, Kolumbii, Meksyku i Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie tym językiem posługuje się co czwarty obywatel.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

Sainte-Fabeau. JERZY FRANCZAK

Sainte-Fabeau. JERZY FRANCZAK
Sainte-Fabeau. JERZY FRANCZAK

Sainte-Fabeau skrywa wiele tajemnic. Można tu trafić do Uniwersytetu Tysiąclecia, w którym trwają eksperymenty nad inżynierią czasu, do Dolnego Miasta o niewymiernym kształcie, do kościołów zmienionych w restauracje i do więzienia, w którym dni następują po sobie w porządku alfabetycznym. Główny bohater przyjeżdża z wykładem, ale natychmiast zanurza się w dziwną przygodę, przypominającą straszny i piękny sen. Poznajemy ten sen w dwóch alternatywnych wersjach, które zaczynają się w tym samym miejscu, a prowadzą w zupełnie odmiennych kierunkach. Po jednej stronie namiętny romans, proces sądowy o morderstwo i rewolucja, po drugiej – stabilizacja, założenie rodziny i daremne oswajanie niesamowitości tego miejsca. Sama opowieść jest równie wielowymiarowa, co tytułowe miasteczko: raz mroczna, nasycona grozą i erotycznymi fantazjami jak u Kafki, innym razem lekka i purnonsensowa jak u Topora, ale zawsze pełna hipnotycznego czaru.

Jerzy Franczak (1978) – pisarz. Autor zbiorów opowiadań (m.in. Trzy historye, Szmermele), książek eseistycznych (m.in. Grawitacje, Kwiatki), naukowych (Rzecz o nierzeczywistości. Sartre – Gombrowicz – Nabokov; Poszukiwanie realności) oraz artystycznych (wspólnie z PIOtrem Kalińskim – m.in. Pacynki, Wyczerpanie). Opublikował powieści: Przymierzalnia, Nieludzka komedia, Da capo i NN. Redaguje Magazyn Literacki w „Tygodniku Powszechnym”, wykłada na polonistyce i kulturoznawstwie UJ.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 19,00 zł
szt.

Teatr I – GEORGES PEREC

Teatr I – GEORGES PEREC
Teatr I – GEORGES PEREC

Podwyżka i Schowek Parmentier pochodzą z tomu Teatr I, którego pierwsze wydanie ukazało się w 1981 roku, na rok przed śmiercią Georgesa Pereca...

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

Trado – SVETLANA CÂRSTEAN, ATHENA FARROKHZAD

Trado – SVETLANA CÂRSTEAN, ATHENA FARROKHZAD
Trado – SVETLANA CÂRSTEAN, ATHENA FARROKHZAD

Svetlana Cârstean i Athena Farrokhzad poznały się w trakcie warsztatów tłumaczeniowych w 2012 roku. W wyniku tego spotkania poetki przetłumaczyły nawzajem swoje debiutanckie książki, „Kwiaty z imadła” na szwedzki i „Cykl biały” na rumuński, nie znając języków wyjściowych. TRADO jest kontynuacją ich współpracy. Oryginał staje się tu konsekwencją przekładu, w wierszu o dziedziczeniu, zdradzie i miłości, gdzie mieszają się dwa głosy, zamieniają się miejscami. TRADO składa się z trzech cykli, dwóch poetyckich i jednego eseju, które wspólnie tworzą wyjątkowe dzieło.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl