Wydawnictwa

Trado – SVETLANA CÂRSTEAN, ATHENA FARROKHZAD

Trado – SVETLANA CÂRSTEAN, ATHENA FARROKHZAD
Trado – SVETLANA CÂRSTEAN, ATHENA FARROKHZAD

Svetlana Cârstean i Athena Farrokhzad poznały się w trakcie warsztatów tłumaczeniowych w 2012 roku. W wyniku tego spotkania poetki przetłumaczyły nawzajem swoje debiutanckie książki, „Kwiaty z imadła” na szwedzki i „Cykl biały” na rumuński, nie znając języków wyjściowych. TRADO jest kontynuacją ich współpracy. Oryginał staje się tu konsekwencją przekładu, w wierszu o dziedziczeniu, zdradzie i miłości, gdzie mieszają się dwa głosy, zamieniają się miejscami. TRADO składa się z trzech cykli, dwóch poetyckich i jednego eseju, które wspólnie tworzą wyjątkowe dzieło.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość

Sierpień - ALDONA KOPKIEWICZ

Sierpień - ALDONA KOPKIEWICZ
Sierpień - ALDONA KOPKIEWICZ

Wrocławska Nagroda Poetycka “Silesius” 2016 w kategorii DEBIUT!

Sierpień
 Aldony Kopkiewicz to – nieproporcjonalnie szczupły do złożoności pojawiających się tam znaczeń – zapis asysty przy umieraniu ojca. Kopkiewicz ani zbytnio nie metaforyzuje języka swojej historii, ani nie ucieka się do naturalizmów; wydaje się całkowicie odporna na przyciąganie konwencji melancholijno-żałobnej. Pozwala raczej w pełni wybrzmieć dyskretnie zarysowanym obrazom, prostym konstrukcjom, elementarnym frazom. Autorka zawiązuje z nami pakt autobiograficzny, ale idzie też zupełnie sama meandrami halucynacji, mirażu i baśni. Warto podkreślić, że swoją prostą, a zarazem sugestywną frazą Kopkiewicz ustala w jakimś sensie (ponownie) brzegowe warunki języka. Jej Sierpień to reset skonwencjonalizowanego pisania o śmierci w polskiej poezji, wyrwanie się z kręgu paru podstawowych obrazów „ja” opłakującego stratę, ale też, co istotne, pokaz ambiwalentnego układu sił psychicznych w rodzinie. Bardzo inteligentnie wszystko to zrobione.
Anna Kałuża – Instytut Książki 

Aldona Kopkiewicz
 – urodzona w 1984 roku w Szczecinie. Autorka esejów, bajek i poematu. Prowadzi Zakład Wróżbiarski „No Future”, w którym stawia katastroficzne taroty.

 

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Republica Poetica 1.0: 111 wierszy – red. MARTA ELOY CICHOCKA

Republica Poetica 1.0: 111 wierszy – red. MARTA ELOY CICHOCKA
Republica Poetica 1.0: 111 wierszy – red. MARTA ELOY CICHOCKA

Reprezentatywna panorama hiszpańskojęzycznej poezji współczesnej. Poezja roczników 70. i 80. Poezja debiutantów i wytrawnych literackich graczy. Poezja o wielu twarzach – co najmniej jedenastu, bynajmniej nie tylko stu jedenastu – którą łączy jeden wspólny mianownik (poza kontekstem samej antologii): jest to poezja napisana w języku hiszpańskim. Napisana w języku hiszpańskim, ale tylko po części w Hiszpanii, a po części w Chile, Kolumbii, Meksyku i Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie tym językiem posługuje się co czwarty obywatel.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

Radość katastrof – GIUSEPPE UNGARETTI

Radość katastrof – GIUSEPPE UNGARETTI
Radość katastrof – GIUSEPPE UNGARETTI

Sto lat temu, w rok po zakończeniu pierwszej światowej jatki, trzydziestojednoletni Ungaretti opublikował tom wierszy pod paradoksalnym tytułem Radość katastrof (Allegria di naufragi). Ocalały z okopów Wielkiej Wojny żołnierz włoskiej armii, z urodzenia aleksandryjczyk, z wyboru imigrant w ojczyźnie swoich rodziców, nie był wówczas debiutantem – w 1916 roku opublikował w mikroskopijnym nakładzie Pogrzebany port (Il porto sepolto), zbiór rewelacyjnych poetyckich kadrów z trwającej wojny. Ale to Radość, w której skład wszedł także niemal w całości Pogrzebany port, była jego dojrzałym, oryginalnym manifestem poetyckim i miała stanąć wśród najważniejszych dokonań poezji XX wieku.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość

Puste spacje. ENRIQUE WINTER

Puste spacje. ENRIQUE WINTER
Puste spacje. ENRIQUE WINTER

Tradycja i nowoczesność, aleksandryny i haiku, merengue i mazurki – wszystko to znajdziemy w wierszach Enrique Wintera, w wybuchowym wyborze Marty Eloy Cichockiej. Od wzgórz Valparaíso, gdzie bohater liryczny przeżywa młodzieńcze wzruszenia i rozterki, aż po polskie dróżki, które przemierzała charakterna babcia poety, „Modzelewska po ojcu, Wyrzykowska po matce”: PUSTE SPACJE same się proszą, by zapełnić je znaczeniami.

ENRIQUE WINTER (1982) – chilijski poeta, prozaik i tłumacz. Z pochodzenia potomek polskich i niemieckich imigrantów, z wykształcenia prawnik, z zamiłowania literat, wydawca w Ediciones del Temple, tłumacz Charlesa Bernsteina i Philipa Larkina na język hiszpański, stypendysta New York University w dziedzinie twórczego pisania, wykładowca na Universidad Católica de Valparaíso. Opublikował cztery tomiki wierszy: Atar las naves (2003), Rascacielos(2008), Guía de despacho (2010) i Lengua de señas (2015), a także powieść Las bolsas de basura (2015). Jego wiersze i wideo wchodzą w skład około setki publikacji w sześciu językach. Muzykę do jego wierszy (w ramach projektu Winter Planet) stworzył Gonzalo Planet, basista zespołu Matorral. Laureat nagród literackich: m.in. Víctor Jara, Nacional de Poesía & Cuento Joven, Nacional Pablo de Rokha i Goodmorning Menagerie Chapbook-in-Translation.

MARTA ELOY CICHOCKA (1973) – poetka i fotografka, iberystka i literaturoznawczyni, tłumaczka Calderona i Racine’a, Juarroza i Gelmana. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury, laureatka I nagrody w konkursie poetyckim im. Haliny Poświatowskiej oraz I Beca-Residencia Internacional SxS Antonio Machado. Współzałożycielka Fundacji Sztuka dla Sztuki / ART for ART, pomysłodawczyni i koordynatorka projektu „Literatura to ludzie, kultura to komunikacja” pod auspicjami Santander Universidades, warsztatów translatorskich „Manufaktura Poezji” oraz cyklu dwujęzycznych spotkań poetyckich „REPUBLICA POETICA”.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Przejdź do historii – LINN HANSÉN

Przejdź do historii – LINN HANSÉN
Przejdź do historii – LINN HANSÉN

Przez całe sześćdziesiąt jeden stron poetyckiego zbioru Linn Hansén mierzy się z historią. To zaskakujące u kogoś, kto pochodzi z kraju, w którym historia nigdy nie była tak ważna, jak w lepiej nam znanych partiach Europy. Czym jest dla niej historia: wszystkim, co minęło? Gdzie ma początek? Jak się skończy? Czy wzbudza nostalgię? Co nią kieruje i czy ta kierownicza siła różni się od natury? Czy jest sens o to pytać? Szwedzka poetka z wielką pasją, oszczędnością słowa, wystawiając na próby wielkie klasyczne formuły, kreśli dzisiejszy stan świata. To więcej niż sztuka pamięci: sztuka budzenia lęku i nadziei, skrytych w tym, co było i być może będzie.

 

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

Poezje zebrane – ALBERTO CAEIRO / FERNANDO PESSOA

Poezje zebrane – ALBERTO CAEIRO / FERNANDO PESSOA
Poezje zebrane – ALBERTO CAEIRO / FERNANDO PESSOA

Swoich wyśnionych poetów, składających się ogółem na plejadę ponad setki nazwisk, Pessoa zawsze obdarzał odrębną osobowością i mniej lub bardziej rozbudowaną fikcyjną biografią. W przypadku niektórych heteronimów, jest to zaledwie sygnatura, ślad zmyślonej ręki znaleziony na jakimś karteluszku w słynnej skrzyni, do której przez całe życie wrzucał swoje zapiski, fragmenty wierszy, sentencje, tajemnicze diagramy i znaki, precyzyjnie wyliczane horoskopy. Ale w przypadku najważniejszych z nich, bo też do wielkiej trójki, obok Álvara de Campos i Ricarda Reisa, zaliczał się Caeiro, dostajemy o wiele więcej. Nawet jeśli życiorys stworzonej przez Pessoę postaci uderza prostotą, typowością, w pewnym sensie reprezentatywnością dla portugalskiego losu; wydaje się realizować paradygmat często spotykany zarówno wśród poetów dziewiętnastowiecznych, takich jak Cesário Verde, jak i wśród twórców pierwszego pokolenia modernistycznego, którym nadal przychodziło pisać szybko, niewiele, i umierać młodo. Alberto Caeiro miał się urodzić w Lizbonie 16 kwietnia 1889 roku. Osierocony przez obydwoje rodziców, nie zdobył wykształcenia ani nie nauczył się zawodu. Większość swej krótkiej egzystencji przeżył w gospodarstwie ciotecznej babki w Ribatejo, i tam też miał stworzyć przypisywane mu cykle wierszy, Guardador de Rebanhos i O Pastor Amoroso. Pod koniec życia miał powrócić jeszcze do Lizbony i tam napisać Os Poemas Inconjuntos, nim zmarł na gruźlicę w wieku zaledwie dwudziestu sześciu lat. Dokładnie w przełomowym dla portugalskiej awangardy roku 1915. (ze wstępu Ewy Łukaszyk)

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 30,00 zł
szt.
  • nowość

Poezje zebrane – RICARDO REIS / FERNANDO PESSOA

Poezje zebrane –  RICARDO REIS / FERNANDO PESSOA
Poezje zebrane – RICARDO REIS / FERNANDO PESSOA

„Podobnie jak w przypadku innych wymyślonych przez siebie postaci, Pessoa podał szereg szczegółów na temat Reisa. Miał się on urodzić w Porto w 1887 roku, był więc o parę miesięcy starszy od swojego twórcy, a także – co dość dziwne, wziąwszy pod uwagę relację mistrza i ucznia – od Alberta Caeiro, który miał się rzekomo urodzić 16 kwietnia 1889 roku. Dokładnej daty urodzenia Reisa Pessoa – jak twierdził – nie pamiętał. Ale w jego zapiskach odnaleziono horoskop, opracowany na podstawie nie tylko dnia, ale i godziny narodzin: miał to być 19 listopada, pięć po czwartej po południu. Kolejnym paradoksem heteronima starszego od swojego twórcy było też to, że – jak twierdził Pessoa – Reis pisał po portugalsku poprawniej od niego samego.”
(ze wstępu Ewy Łukaszyk)

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 40,00 zł
szt.
  • nowość

Poezje zebrane – ÁLVARO DE CAMPOS / FERNANDO PESSOA

Poezje zebrane –  ÁLVARO DE CAMPOS / FERNANDO PESSOA
Poezje zebrane – ÁLVARO DE CAMPOS / FERNANDO PESSOA

W pierwszej części książki mamy utwory choleryczne, histeryczne, pochodzące z okresu sensacjonistycznego, a im dalej zagłębiać się będziemy w lekturę, wiersze stają się coraz bardziej intymistyczne, przesiąknięte cierpieniem, znużeniem życiem, tęsknotą za minionym czasem, strachem i niepokojem, coraz bardziej przypominają w swoim wydźwięku Księgę Niepokoju. Campos coraz bardziej upodabnia się do swego stwórcy, aby w końcu stać się z nim tożsamy.
Wojciech Charchalis

Álvaro de Campos urodził się w Lizbonie 13 października 1890 r. i wiele podróżował po Oriencie oraz po Europie. Jakkolwiek by było, mierzył 175 cm, a zatem był wysoki jak na swoją epokę, miał cerę lekko śniadą, włosy czarne, gładkie. Nie nosił okularów, a oczy miał w nieokreślonym kolorze. Jest niewierzącym homoseksualistą. Głównym tematem jego wierszy jest samotność, a za najważniejszy z napisanych przez niego wierszy uważa się „Trafikę”. Jego mistrzem był Walt Whitman, Cesário Verde i Alberto Caeiro.
Fernando Pessoa

Czuć wszystko na wszystkie sposoby,
Przeżywać wszystko ze wszystkich stron,
Być tą samą rzeczą na wszystkie możliwe sposoby w tym samym czasie.
Álvaro de Campos „Mijanie godzin”

MKiDN-01_greyscale

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 40,00 zł
szt.

Poezja pionowa – ROBERTO JUARROZ

Poezja pionowa – ROBERTO JUARROZ
Poezja pionowa – ROBERTO JUARROZ

[…] Już dawno nie czytałem wierszy, które by mnie do tego stopnia zmęczyły i zachwyciły, co Pańskie, i tak to Panu mówię w biegu i już nie czytając po raz drugi, bo na koniec człowiek głupieje i zaczyna się bać tylu wielkich słów. Ale czuję, że mi Pan uwierzy i że już jesteśmy przyjaciółmi.

Julio Cortázar

 

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

PAKIET: Trado + Cykl biały

PAKIET: Trado + Cykl biały
PAKIET: Trado + Cykl biały

PAKIET ZAWIERA RÓWNIEŻ KSIĄŻKĘ „CYKL BIAŁY”

Svetlana Cârstean i Athena Farrokhzad poznały się w trakcie warsztatów tłumaczeniowych w 2012 roku. W wyniku tego spotkania poetki przetłumaczyły nawzajem swoje debiutanckie książki, „Kwiaty z imadła” na szwedzki i „Cykl biały” na rumuński, nie znając języków wyjściowych. TRADO jest kontynuacją ich współpracy. Oryginał staje się tu konsekwencją przekładu, w wierszu o dziedziczeniu, zdradzie i miłości, gdzie mieszają się dwa głosy, zamieniają się miejscami. TRADO składa się z trzech cykli, dwóch poetyckich i jednego eseju, które wspólnie tworzą wyjątkowe dzieło.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 30,00 zł
szt.
  • nowość

PAKIET: Poezje zebrane + Notatki metafizyczne

PAKIET: Poezje zebrane + Notatki metafizyczne
PAKIET: Poezje zebrane + Notatki metafizyczne

POEZJE ZEBRANE ÁLVARO DE CAMPOS:
W pierwszej części książki mamy utwory choleryczne, histeryczne, pochodzące z okresu sensacjonistycznego, a im dalej zagłębiać się będziemy w lekturę, wiersze stają się coraz bardziej intymistyczne, przesiąknięte cierpieniem, znużeniem życiem, tęsknotą za minionym czasem, strachem i niepokojem, coraz bardziej przypominają w swoim wydźwięku Księgę Niepokoju. Campos coraz bardziej upodabnia się do swego stwórcy, aby w końcu stać się z nim tożsamy.
Wojciech Charchalis

NOTATKI METAFIZYCZNE/NOTAS METAFISICAS - PIO KALIŃSKI

Álvaro de Campos to heteronim Fernanda Pessoi. Portugalski pisarz wymyślił tę postać, stworzył jej biografię, wyposażył ją także w świadomość oraz emocje, nadał jej wyobrażeniową formę życia. Przede wszystkim jednak napisał cykl utworów poetyckich, które upublicznił pod tym właśnie pseudonimem. Czego brakowało Camposowi? Ciała. Choćby ciała graficznego. W „Notatkach metafizycznych” PIO Kaliński tworzy – za pomocą linorytów – ontologiczną podstawę dla wymyślonego przez Pessoę poety. Od teraz Campos istnieje bardziej i lepiej.
Grzegorz Jankowicz

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 50,00 zł
szt.

PAKIET: Bajkonur + Bunt na jeziorach + Deklinacja nic

PAKIET: Bajkonur + Bunt na jeziorach + Deklinacja nic
PAKIET: Bajkonur + Bunt na jeziorach + Deklinacja nic

U Pawlika nic nie jest tym, czym się wydaje. Bajkonur to kosmodrom, z którego daje się nura w wyobraźnię, miesza szyki, wlewa wspomnienia do kadzi ze snami, zabiera rzeczy potrzebne i trochę mniej potrzebne. Bajkonur to miasto, to kocimiasto i psimiasto, to bajka o nocy i dniu, o domach i oknach, o grafitowych pantalonach i evencie z Judaszem, o tym, co dzieje się w przerwie meczu o Puchar Polski i o tym, co w Pewexie. Przeszłość wywrócona na nice, wetknięta w okruchy tu i teraz, jutrzejsze wizje spalają się na skraju państwa. Jakiś smutek dziwny, jakieś krwiste niepokoje idą ramię w ramię z magią chwili. Niby wiemy, że bywało różnie, ale kicamy. Kicamy, choć wilcy nam skaczą po piętach, trochę jak u Jacoba, trochę jak u Herberta, trochę jak w tych wszystkich najładniejszych i najstraszniejszych zarazem bajkach, co są z języka i na języku.
Jakub Kornhauser

Marcin Pawlik (ur. 1978) – politolog, prawnik, basista oraz tekściarz zasłużonych zespołów alternatywnych, członek trupy teatralnej Teatr Bob. Czynny kadrowicz Reprezentacji Polskich Pisarzy w Piłce Nożnej. Wydał dwie książki poetyckie Deklinacja nic oraz Bunt na jeziorach. Stacjonuje w Krakowie.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 20,00 zł
szt.

PAKIET 4xPESSOA

PAKIET 4xPESSOA
PAKIET 4xPESSOA

Ekskluzywny pakiet 4 książek Fernanda Pessoi w promocyjnej cenie!

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 120,00 zł
szt.
  • nowość

Obraz, który trwa tyle, co życie – OLVIDO GARCÍA VALDÉS

Obraz, który trwa tyle, co życie – OLVIDO GARCÍA VALDÉS
Obraz, który trwa tyle, co życie – OLVIDO GARCÍA VALDÉS

OLVIDO GARCÍA VALDÉS – hiszpańska poetka, eseistka i tłumaczka. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie w Valladolid i filologii romańskiej na Uniwersytecie w Oviedo. Mieszka w hiszpańskim Toledo.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 19,00 zł
szt.

Nie dam ci siebie w żadnej postaci - Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Nie dam ci siebie w żadnej postaci - Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Nie dam ci siebie w żadnej postaci - Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

„Nie dam ci siebie w żadnej postaci”

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki (1962). Jest bodaj jedynym polskim pisarzem, który nie udzielił żadnego wywiadu. Nawet po odebraniu Nagrody Literackiej Nike w 2009 roku. Opublikował m. in. “Peregrynarz” (Warszawa 1992), “Liber mortuorum” (Lublin 1997), “Kamień pełen pokarmu. Księga wierszy z lat 1987-1999” (Izabelin 1999, wydanie słoweńskie 2005), “Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania” (Legnica 2000, 2003), “Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało” (Kraków 2003), “Dzieje rodzin polskich” (Warszawa 2005, wydanie austriackie 2012), “Piosenkę o zależnościach i uzależnieniach” (Wrocław 2008, 2009), “Imię i znamię” (Wrocław 2011, 2012), “Podaj dalej” (Poznań 2012), a także “Kochankę Norwida” (Wrocław 2014).

Laureat m. in. Nagrody im. Barbary Sadowskiej (1994), Nagrody Niemiecko-Polskich Dni Literatury w Dreźnie (1997), Nagrody Literackiej Gdynia (2006, 2009), Hubert Burda Preis (2007), Nagrody Literackiej Nike (2009) i Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej “Silesius” (2012). Mieszka w Warszawie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Miłosna wojna stulecia – EBBA WITT-BRATTSTRÖM

Miłosna wojna stulecia – EBBA WITT-BRATTSTRÖM
Miłosna wojna stulecia – EBBA WITT-BRATTSTRÖM

Miłosna wojna stulecia jest powieścią zainspirowaną klasycznym poematem Märty Tikkanen Saga o miłości stulecia z 1978 roku. To Strindbergowy Taniec śmierci naszych czasów. Poemat powstał po rozpadzie trzydziestoletniego małżeństwa Ebby Witt-Brattström z Horacem Engdahlem, członkiem Akademii Szwedzkiej.

 

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.

Migracje – GLORIA GERVITZ

Migracje – GLORIA GERVITZ
Migracje – GLORIA GERVITZ

Migracje Glorii Gervitz są owocem czterdziestu trzech lat pracy poetyckiej. Nie jest to jednak ani tom poezji zebranych, antologia, ani nawet dzieła wszystkie sensu stricto. Na przestrzeni lat autorka wielokrotnie publikowała ten organiczny poemat, od samego początku noszący tytuł Migracje, którego każde kolejne wydanie ukazywało jego stopniowe metamorfozy.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość

Kim jestem? Wiersze wybrane – LEÓN FELIPE

Kim jestem? Wiersze wybrane – LEÓN FELIPE
Kim jestem? Wiersze wybrane – LEÓN FELIPE

León Felipe (1884–1968) nie należy do poetów, których nazwiska padałyby pierwsze podczas debat nad wyborami wierszy czy antologiami hiszpańskich autorów. Wczesne opuszczenie Hiszpanii i kłopot z zakwalifikowaniem do konkretnego pokolenia literackiego sprawiły, że został on niejako odsunięty na dalszy plan. Równie dobrze jednak właśnie trudność z zaszeregowaniem i marginalizacja tego autora mogą szczególnie zaintrygować czytelnika: zachęcić do odkrycia – czy też ponownego odkrycia – jego twórczości. Zanurzenie się w wiersze Leóna Felipe to otwarcie okna na głębokie uniwersum życiowe i literackie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.
  • nowość

Ida Linde "Testament Maszynowej Dziewczynki" - PRZEDSPRZEDAŻ

Ida Linde "Testament Maszynowej Dziewczynki" - PRZEDSPRZEDAŻ
Ida Linde "Testament Maszynowej Dziewczynki" - PRZEDSPRZEDAŻ

Maszynowa Dziewczynka umrze pierwsza. Tak postanowiła. Ale wszyscy inni zdążą umrzeć przed nią. Testament Maszynowej Dziewczynki to zapisana wierszem współczesna baśń o młodej kobiecie, która straciła wszystko i wszystkich, choć zachowała przy tym odwagę, gniew i bezczelność.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 29,00 zł
szt.
  • nowość

Heteronimy. Utwory wybrane – FERNANDO PESSOA + GRAFIKA

Heteronimy. Utwory wybrane – FERNANDO PESSOA + GRAFIKA
Heteronimy. Utwory wybrane – FERNANDO PESSOA + GRAFIKA

Edycja limitowana z grafiką PIO Kalińskiego

Wiele postaci zawartych i opisanych w tej antologii to autorzy wymyśleni przez Pessoę w czasach wczesnej młodości, by nie powiedzieć w dzieciństwie. Znakomita ich część też nie napisała wiele więcej niż umieszczono w niniejszej książce. Pozostaje to jednak bez znaczenia, bo choć upada megalomański mit monstrualnie płodnego poety, to w dalszym ciągu pozostaje prawda o genialnym poecie, którego trzy heteronimy stworzyły dzieło wielkie.
[Wojciech Charchalis]

Fernando Pessoa i 24 Heteronimy, m. in.: Charles Robert Anon, Carlos Otto, Joaquim Moura Costa, Vicente Guedes, Eduardo Lança, Maria José, David Merrick, António Mora, Henry More, Gaudêncio Nabos, Coelho Pacheco, dr Pancrâcio, Pantaleão, Alexander Search, Jean Seul, Bernardo Soares…

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 100,00 zł
szt.
  • nowość

Heteronimy. Utwory wybrane – FERNANDO PESSOA

Heteronimy. Utwory wybrane – FERNANDO PESSOA
Heteronimy. Utwory wybrane – FERNANDO PESSOA

Wiele postaci zawartych i opisanych w tej antologii to autorzy wymyśleni przez Pessoę w czasach wczesnej młodości, by nie powiedzieć w dzieciństwie. Znakomita ich część też nie napisała wiele więcej niż umieszczono w niniejszej książce. Pozostaje to jednak bez znaczenia, bo choć upada megalomański mit monstrualnie płodnego poety, to w dalszym ciągu pozostaje prawda o genialnym poecie, którego trzy heteronimy stworzyły dzieło wielkie.
[Wojciech Charchalis]

Fernando Pessoa i 24 Heteronimy, m. in.: Charles Robert Anon, Carlos Otto, Joaquim Moura Costa, Vicente Guedes, Eduardo Lança, Maria José, David Merrick, António Mora, Henry More, Gaudêncio Nabos, Coelho Pacheco, dr Pancrâcio, Pantaleão, Alexander Search, Jean Seul, Bernardo Soares…

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 50,00 zł
szt.
  • nowość

Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA

Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA
Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA

Engramy to ślad pamięciowe, zmiany pozostawione w układzie nerwowym przez konkretne przeżycia. Na ich podstawie pamięć odtwarza potem cały magazyn wspomnień i doświadczeń. W Engramach Marta Eloy Cichocka proponuje nam wietrzenie magazynów pamięci: nie tylko tej indywidualnej (nieraz bardzo prywatnej, choć przecież uniwersalnej), lecz również pamięci zbiorowej, palimpsestu wyimków ze świętej księgi Majów obok świeżych okruchów traum całkiem współczesnych. Wietrzenie magazynów zainspirowali m.in. Zbigniew Herbert, Olga Tokarczuk i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, PJ Harvey, Jónsi i Patti Smith, Juan Gelman czy Ko Un. To liryka erudycyjna i osobista zarazem, delikatna i drapieżna, serdeczna i skupiona, wciśnięta w strofy jak w szpilki, a czasem jak w glany, kobieca jak / poezja kobiety którą stać na poezję, i której ironiczne credo brzmi: dużo / piszę mało zapisuję. Tak wybrzmiewa poetycki wielogłos samotności: mam cztery języki w jednym milczę / w drugim mówię w trzecim piszę / czwartym liczę tylko na siebie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK

Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK
Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK

Jeśli zapytać przypadkową – całkiem nieźle zorientowaną w krakowskim świecie literackim – osobę o Marcina Pawlika, najprawdopodobniej nie zająknie się nawet o jego poezji. Wspomni najwyżej o alternatywnym „Sublokatorze”, w którym jest basistą, przy dużym szczęściu będzie wiedziała, że jest także autorem tekstów ich piosenek. O poezji Marcina Pawlika nie miało okazji słyszeć i nie słyszało dotąd zbyt wielu (choć oddać należy sprawiedliwość „Czytelni” TVP Kultura, w której tomik był recenzowany). Po roku od wydania „Deklinacji nic” wypadałoby to wreszcie zmienić. Przepraszam, nie „wypadałoby” – bardzo chciałabym, żeby się to zmieniło.

Trudny to debiut pod wieloma względami. Z jednej strony niełatwo się przebić przez niemal czterdzieści bardzo zróżnicowanych utworów, z drugiej wyrokowanie na temat przyszłości poetyckiej autora (z czym wiąże się przecież zwykle recenzowanie debiutów) wydaje się wysoce problematyczne. Przejdźmy może więc od razu do rzeczy. Spróbujmy po kolei, choć opuszczając pierwszy utwór – o nim jeszcze będzie czas powiedzieć. Marcin Pawlik podzielił swój tomik na trzy części, którym nadał bardzo znaczące tytuły: Lokacje, Synapsy i Mute.

 

W Lokacjach, zgodnie z tytułem, większość wierszy wiąże się mniej lub bardziej z zagadnieniem miasta, funkcjonowania w rozmaitych przestrzeniach – od tych możliwie najbardziej metaforycznie egzotycznych (Jornada del Muerto) po pozornie swojskie (Błogosławię cię Kielce przez oczy Tesco). Można by sobie wygodnie je podzielić na te, w których miejscem pobytu jest mieszkanie (względnie: dom) i te, w których podmiot miota się w przestrzeniach miast. Tu autor nie szykuje się też do żadnego przewrotu – podmiot miota się oczywiście bez względu na stopień rozpoznania terenu. Trudno też nie raz będzie orzec, gdzie dokładnie jesteśmy, o jakim obszarze mowa. Mieszać będzie się w tej poezji niemal wszystko – przestrzenie, języki, zagubienie z apodyktyczną niemal pewnością. W Ziemi niczyjej czytamy: (…) wewnątrz / można by jednak / poszperać / niby że kluczem / ale bez żadnych / zasad i próżnych obscen / gdyby jeszcze były chęci / odzew bity na odlew / w tym pomieszaniu / języków i map (…) W tych słowach zdaje się w pewien sposób wyrażać antystrategia podmiotu – szpera, gdzie tylko chce, bez wcześniej ustalonej metody czy określonego przedmiotu poszukiwań, rezygnując z „próżnych obscen”, rezygnuje też z taniego efektu. Przegrzebując się przez tradycje literackie i doświadczenia lekturowe, próbuje zamanifestować (swoją drogą można wskazać wiele miejsc, w których z poetyką manifestu korespondować będą wiersze Pawlika) swój sprzeciw wobec każdego niemal systemu (do systemu – i niech mi ktoś udowodni, że diabeł nie tkwi w języku – jeszcze wrócimy). Dalej czytamy: (…) znaczy się że już pora / że trzeba szykować się / do manewrów pamięci. No właśnie – aktywnością, do której skłonny jest mówiący, nie wydaje się być sam manewr, ale jedynie przygotowanie do niego. Czym jednak są owe manewry, gdy chodzi o pamięć? Wydaje się, że chodzi o pewną cyrkulację obrazów, tekstów, doświadczeń, które w tym przypadku łączą się w obcej, albo raczej: podlegającej obcym, przestrzeni – domowej chyba – „ziemi niczyjej”.
Stan, w którym z jednej strony czas wykonania manewru taktycznego (bo o niego najpewniej chodzi) wydaje się nadchodzić, z drugiej to właśnie samo organizowanie sił jest najważniejsze. Pawlik organizuje i pokazuje, co udało się mu zorganizować do tej pory. Nie przebiera tego, co znalazł, nie decyduje się na radykalną selekcję. Raczej wymienia, przekłada i – tytuł tomiku także odsyła do takich skojarzeń – wielokrotnie odmienia. Choć zastanówmy się – skoro odmieniamy nic (nicość?), to skąd ten nadmiar? Skąd szperanie? Skąd ta nieznośna chwilami gęstość? Problem ze wskazaniem choćby antonimu nicości może wskazać istotny trop – dziwny przesyt jest niejako drugą stroną medalu nicości, jej negatywem, inaczej rozłożonymi akcentami niemal tego samego. Nie wydaje się jednak, by celem było „zagadanie nicości”, to raczej pierwsza próba przejścia od etapu czytania i mówienia głosem innych, do mówienia we własnym imieniu, możliwie najbardziej (sic!) własnym głosem. Czytamy jednak: (…) język przyrasta mi do milczenia / język nabrzmiały / jak szmata na wietrze. Odnieść można wrażenie, że to właśnie to doświadczenie – niemożności mówienia czy wyrażenia – jest przyczyną dla której tak zagęszczona jest ta poezja.
Mówiący wciąż patrzy, władze wzroku są dla niego podstawowymi i najważniejszymi – obrazki, telewizja, wszechobecne okna i szyby – jest oddzielony przezroczystą warstwą od tego, co widzi, ale też oddzielić próbuje się od zewnętrza, aby chociaż spróbować mówić o tym, co dzieje się wewnątrz. Wielokrotnie pojawiający się także motyw pamięci, która to dobiera się do ciała, to jest jedynie śladem. Szamocze się z nią i czerpie z niej jednocześnie. Donosy na rzeczywistość, by przeformułować tytuł tomiku Białoszewskiego, którą nie zawsze widzi podmiot jako ludzką (system, system, system), przeradzają się w różnej jakości poetyckie skargi. Raz będzie to dość proste zakończenie Domu otwartych okien: (…) osobisty model dotyku / dokładnie rozpisany na role: / weź podaj mi ciepło / a potrę nim oko. Innym razem w Błogosławię cię Kielce przez oczy Tesco mocno wypowiedziany, inicjalny fragment: Jest tylko niesmak / że się nie spełnia przepowiednia / i nagła powietrzna ofensywa / pozostaje jedynie w sferze marzeń (…). Nie rozczarowanie właśnie, ale „niesmak”, że przepowiednia się nie spełnia to wyraźny znak ironicznego stosunku mówiącego do własnej sytuacji. Pozornie godzi się w dalszych słowach na konieczność tłumaczenia „co i dlaczego?”, lecz jest to zgoda, która musi pociągać za sobą wrażenie: (…) niczym w terrarium / czułem jak wilcze spojrzenia / dosiadają się do mnie. Czyje są te spojrzenia? Powtórzmy raz jeszcze: systemu, systemu, systemu.
Bywało w tej części i ciężko, i męcząco, i frapująco. Skąd to wrażenie? Czytanie tych wierszy może być i bywa wyczerpujące, lecz nie jest to wyczerpanie frustrujące. Główny wniosek, do którego można dojść po lekturze – może niezbyt konstruktywny, przyznaję – to, że coś jest na rzeczy. Że autor miewa świetne intuicje, że może kluczy, ale przyglądanie się temu, jak to robi, jest niezwykle interesujące i że mimo, iż wiersze wydawać się mogą chwilami przesycone, to nie jest to przesycenie tym, co dobrze znane. Nie wpisze się bowiem ze swoją twórczością Marcin Pawlik w stylistykę wypracowaną przez kolegów po piórze. Jeśli może być dobrym poetą, a co do tego nie mam większych wątpliwości, to zapowiada się jako poeta raczej osobny.
Czas więc na Synapsy. Wiersze z tej części wydają się nieco nierówne – znajdzie się tu wiele kiksów, trzeszczących w uchu fraz, nieznośnie przesadzonych i przesyconych wersów. Znajdą się jednak wyjątkowo ciekawe ujęcia czy zaskakujące odwołania, jak to z Obsługi miłosierdzia: Ty się znasz i milczysz / brak stropu i brak odpowiedzi / dni całe w gęstych strupach / to od ciężkich praw metafizyki (…). Rzut oka wstecz – we wcześniej wspomnianej Ziemi niczyjej, znajduje się taki fragment: (…) część na parapecie / prawice wznosi ku niebu (…). Niewinny flirt z tradycją romantyczną? A może zaskakujący zwrot ku transcendencji? Chyba nie do końca, bo przecież mówiący na moment nawet nie przestaje być ironiczny. Wielokrotnie można poczuć się wytrąconym z równowagi. Nie inaczej, w nie innych rejestrach, funkcjonował będzie mówiący. Z jednej strony zdaje się zachowywać jak dziecko we mgle, z drugiej pojawi się na koniec Obsługi miłosierdzia wers, który wiele może wyjaśnić (nie zapominajmy o pierwszych zdaniach): (…) Jeśli jeszcze nie zwariowałem to jutro zapiszę.
W innych wierszach też będzie nas Pawlik torpedował ideami i odwołaniami. Nie tak już może wprost wyrażonymi, ale jasnymi i dość łatwo dekodowalnymi. W wierszu Życie jako lizanie niemożliwego powrócimy (choć nie wydaje mi się, aby wiele spośród dotąd omawianych rezygnowało z tej perspektywy) do władz wzroku, jako tych, którym nadaje wielkie znaczenie. Chłopiec, rodem niemal z Leśmianowskich wierszy, (…) nie zna tego rubasznego przeczucia / że ten żywopłot to tylko w jego głowie (…). Niby nic zaskakującego, a jednak – przykre zwykle odkrycie, że świat widziany jest jedynie wyobrażonym, tu jest określone jako „rubaszne przeczucie. Przewartościowanie, którego dokonuje, nie oznacza jednak skłonienia się ku konkretnej wizji czy filozofii – jest raczej (kolejny raz) testowaniem możliwości, które dają idee. Ten sam wiersz, wykorzystuje też bardzo dobrze znaną i – bądź co bądź – trochę już wytartą poetykę mówienia o końcu świata, który (…) będzie niczym szczególnym / raczej okaże się czymś w rodzaju / nadzwyczajnego posiedzenia rządu. Jest w tym jednak pewna znakomita intuicja: skoro wszystko jest w głowie chłopca, wszystko jest gęstwiną znaków, obrazów i zapachów, to czym więcej może być koniec świata. To wydaje się też bardzo ciekawe w poezji Pawlika – zwielokrotnienie, spiętrzenie idei, pewien ich nadmiar, który w ostatecznym odbiorze (często) daje się bezboleśnie, choć zarazem niełatwo, przyjąć.
Kończący tę część poemat prozą, który zamyka świetna fraza …ból zmęczony, lecz wciąż bestseller wydaje mi się jednym z lepszych utworów. Jest i sugestywny, i na swój przedziwny sposób oryginalny. Budując sytuację liryczną (cóż za nieszczęśliwe określenie…), umieszcza się mówiący w miejscu, w którym może zarazem obserwować (dominujący wzrok pozostał) i uczestniczyć, choć wydaje się, że nie może sobie pozwolić na „pełne uczestnictwo”, tak, aby nie przestać jednocześnie dystansować się i wątpić. Autoironiczne i pełne rezygnacji dopowiedzenie …ból mi przyniosą z papieru mówi wiele: zależność pojawia się tam, gdzie najmniej się można jej spodziewać. Czyli co, znów system, system, system? Ale – jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało – inne to już, jak dobrze widać, gdy przeczytamy uważnie całość, działania systemu.
W ostatniej już części – Mute – w utworze Miracula, znajdą się takie frazy: Zepsuto nas tym chłopskim rodzajem zmęczenia, w którym obchodzi się pola i sady naprężoną białą łydką, kroki gubią się, lecz wciąż bezwstydnie i na nowo obrastają brudem. Ziemia wysyła nam cienie, ziemia udziela nam demencji. (…) Pamięć doświadczenia, pamięć doświadczenia innych osób, pozwala tylko wątpić i widzieć wyraźniej. Jeśli ziemia udziela demencji, więcej: jeśli ziemia może udzielić demencji, nie sposób nie zapytać, dlaczego nie pragnie się tej wygody? Ponieważ wygody, jak wydaje się mówić podmiot (uwaga: podmiot zbiorowy), blokują prace wątpliwości i sprzeciwu, konstytutywne dla tożsamości. Także melancholijne ujęcia nie raz jeszcze pojawią się w tej części (milknie się przecież także nie bez powodu), na przykład w finalnych wersach Cysty: (…) ulegamy krępującej erozji / ale wciąż jesteśmy / pamięcią o innym / żyjąc jedynie z wyjadania wspomnień / i przegryzania stropów. Niekończący się proces angażuje także innych (ponownie, jak w wielu wierszach Mute, podmiot zbiorowy), którzy z jednej strony żerują, z drugiej utrzymują żywą pamięć o innych. Ten cichy bunt, odbywający się niemal między wersami, daje się wyrazić w tak powściągliwych słowach. Gdzie indziej czytamy: (…) w tę i we w tę / baaardzo rytmicznie / mimicznie / jak pod ścianą płaczu / wte i wewte / zerwiemy je zanim… / kiedyś… to pewne (…). Kiedy nadejdzie to mityczne „kiedyś” – nie wiadomo. Wiadomo jednak, już wers dalej, co stwierdza, co widzi, co proponuje bądź proponować musi podmiot: (…) spójrz: agencja powietrza w remoncie / będziemy więc sprzedawać się w skupieniu. Nic od siebie dodać nie chcę.

Po słowie o towarzyszących poezji Pawlika obrazkach, wrócić trzeba będzie jeszcze do pierwszego – pominiętego wcześniej – utworu. Nie bez powodu określiłam te małe obrazki jako towarzyszące, a nie ilustrujące. Nie są one bowiem ani jednoznacznie związane, ani też nie komentują poezji, obok której są umieszczone. Są czymś w rodzaju równoległej projekcji, chwili na spojrzenie w wielkie zęby czy rzut oka na Style of life. Trochę szkoda, że w tak niewielkim zakresie zaistniał tu Marc Brunier-Mestas (to twórca obrazków oczywiście). Wydaje mi się to bowiem wyjątkowo ciekawe – współbieżna, choć nie ścisła, koegzystencja dwóch przestrzeni: słownej i wizualnej, nie tworząca złudzenia prostej przekładalności tych dwóch języków.

W Bez opamiętania – to ten omijany pierwszy utwór – transformując bajkę Jachowicza (nieśmiało zaznaczę, że to też okres romantyzmu) pisze Pawlik: Pan System był chory i leżał w łóżeczku. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Bo zależało mi bardzo, aby deklarację niemal explicite wyrażoną, odsunąć na dalszy plan. Nie oznacza to jednak, że utwór jest gorszy od innych, przeciwnie – we frazach (…) Pan System Śniło mi się odstąpienie / Przerywaj mi zanim zacznę (…) albo (…) Pan System Pocić Pocić się Wychładzać / Przeprosić się (…) Pawlik bardzo sprawnie i bardzo ciekawie pokazuje wobec czego, wobec jakich systemów, wobec których w jaki sposób, buntować się musi i że nie bez powodu mottem tomiku uczynił zdanie Györgi Konráda, że Pamięć to bunt. I teraz drodzy Państwo, proszę przeczytać na własną rękę całość od początku. Nie będzie łatwo, nie będzie lekko, ale warto.

Olga Szmidt > Magazyn Mrówkojad* nr. 51

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl