Wydawnictwa

Bunt na jeziorach. MARCIN PAWLIK

Bunt na jeziorach. MARCIN PAWLIK
Bunt na jeziorach. MARCIN PAWLIK

Poezja Marcina Pawlika jest poezją bezsensu. W tym wyrażeniu zamykają się dwie najistotniejsze – moim zdaniem – cechy twórczości autora Buntu na jeziorach: językowa nadwrażliwość, której pokłosiem są liczne gry, żarty i prowokacje słowne; oraz – co smutniejsze – tematyka.

Smutno, bo Pawlik jest wnikliwym obserwatorem współczesności, którą trafnie przepisuje na metafory. Nie stawia diagnoz. Konstruuje obrazy poetyckie, będące zgrabną kompilacją tego, co osobiste z tym, co powszechne. Czy może raczej – jednostkowe doświadczenie opisuje za pomocą istniejących w masowej świadomości symboli. Rezerwuarem toposów i archetypów jest u Pawlika głównie kinematografia. Jeśli w tytule cyklu pojawia się figura Chrystusa (Last Temptation of Robinson Crusoe), to jest ona zapośredniczona przez dzieło Martina Scorsese, po czym przemilczana i zastąpiona postacią słynnego rozbitka, który z kolei okazuje się być podmiotem wierszy. Podobnymi (bez)zasadami rządzi się cały świat poetycki Pawlika. O zgrozo! Naznaczony bezsensem, jest niezwykle przekonujący. Jedyne pewniki tej rzeczywistości to niepewność, chwilowość, ulotność. Tu nic nie dzieje się naprawdę i nieodwołalnie, za nic nie trzeba brać odpowiedzialności, zawsze można odpuścić i zacząć się szlajać, ale tak / przemysłowo / i miałko, na przekór etyce,  – Bo jeśliby tu zacumować na dłużej – to co?. Skąd my to znamy.

Metaforą życia jest dryfowanie, podczas którego bohaterowie Buntu na jeziorach poddają się mniej lub bardziej przyjemnym, z reguły jednak absurdalnym doświadczeniom. Na ich określenie nie wystarcza podstawowa egzystencjalna terminologia. Słowa takie jak „miłość”, „śmierć”, „życie”, „szczęście”, „strach”, utraciły swoje desygnaty. Lepsze od wyświechtanych ogólników są odniesienia filmowe, cytaty z piosenek, potoczne frazesy, „zasłyszane” wypowiedzi. Kompetencja kulturowa, świadomość tradycji, jest tym, co dręczy głos mówiący: doświadczam skurczy pamięci, konstytuuje go, a zarazem jest nieprzystająca do rzeczywistości, w której ten istnieje. Patetyczne słowa pojawiają się na zasadzie kpiny lub deprecjacji, tworzą karkołomne konstrukcje poetyckie, bez składu i ładu: Na giełdach anieli podają kursy walut, / całkiem nieśmiało je podają, a przy stole chaos obsikuje / mi buty. / Obrośnięty jedynie przez sacrum, / owo ius postscriptum, / które ośmielę się zobrazować tu jako smycz. / Wyćwiekowaną smycz. Kawalkady skojarzeń – jak powyższa – w połączeniu z licznymi synestezjami, żywą sensualnością oraz symbolicznością opisów, przywodzą na myśl poetykę wysokiego modernizmu. Trop wydaje się trafny, gdy głębiej zastanowić się nad tytułem tomiku.


Jeśli egzystencja ludzka została zobrazowana jako dryfowanie po wodnym obszarze, to figura jeziora odcina wszelkie romantyczne, bohaterskie konotacje. Jezioro – jako atrapa, namiastka morza czy oceanu – jest pozorem wolności, bezkresu, nieprzewidywalności, żywiołu. W rzeczywistości oznacza zastój, stagnację. Zbiór poetycki przekornie zatytułowany Bunt na jeziorach ewokuje raczej nastroje fin de siècle`u niż rebelii. Przewrót pozbawiony jest strategii, nie ma konkretnej przyczyny, nie wiedzie do żadnego celu. Bunt dla samego buntu. Bo taka postawa jest domeną młodości, bo poeta powinien być skonfliktowany ze światem. Bunt bez impetu i wiary w jakiekolwiek ideały. Chocholi taniec.

Pawlikowi udaje się jednak toczyć pełne zaangażowania, spektakularne boje w nieco innym wymiarze. Na terytorium języka poetyckiego aż iskrzy od starć różnorodnych pól semantycznych i słychać zgrzyt rejestrów. Autor wymaga dystansu wobec tytułu własnego tomu, sam będąc skrajnie nieufny w stosunku do skostniałych związków frazeologicznych, utartych sloganów itd. W <<Buncie na jeziorach>> plaże były pazerneposiłki wystygły, tak więc odsieczy nie będzie, myślimy o samotnych po przeburzeniu, zaliczamy kurs pierwszej przemocy, z lontem na patyku w ustach. Jesteśmy podejrzliwi wobec wszystkiego, co widzimy, słyszymy, mówimy. Wobec innych i wobec siebie, bo nasz sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości podlega tym samym mechanizmom. Zdekonstruowane językowe pewniki określają świat takim, jakim jest, zaś poprzez skojarzenie z pierwotną formą, przywołują pamięć tego, jakim być powinien. Kontrast między teorią a praktyką, między wzorem i wykonaniem może rodzić potrzebę działania, buntu. Tu i ówdzie pojawia się sprzeciw: Szlaban temu trendowi ./ Parol tej modzie. / Przemawiam, mimo że moje słowa nie są moimi słowami: // U mnie pod blokiem dziewczyny w lustrach toną, a w ostatniej z trzech części, na które dzieli się zbiór (WolumenCinema InfernoLast Temptation of Robinson Crusoe) podmiot jest państwem na wyspie i zaprowadza własny porządek. Dziesięciowierszowe zmagania puentuje jednak wyznanie: Ni śladu utopii.// Współczuję wam, moi poddani,/ współczuję wam takiego państwa.

Bunt, jeśli w ogóle jest możliwy, oznacza kontestację, a nie działanie; jest natury językowej, intelektualnej, nie zbrojnej (choć w poezji Pawlika tak wiele militarnych metafor). Opór polega na zaakceptowaniu sytuacji, w której Całą prawdę i świętą prawdę jedyną odkryłem / niedawno w przejściu podziemnym wysprajowaną / jąkającą się ręką: // «UNIEŚCIE NAS W GONDOLACH CO Z BRAKU POWODZI/ CZY ROZTOPÓW DNO SZOROWAĆ BĘDĄ» i dostosowanie/ustosunkowanie się wobec niej. Nie bez przyczyny ostatnią część zbioru stanowi współczesna robinsonada, której istotą jest i zawsze była umiejętność przystosowania się do ekstremalnych warunków i zachowanie człowieczeństwa. Robinson pióra Pawlika utknął na wysepce na środku jeziora, z której bezskutecznie stara się naprawiać świat. Nie jest mężnym krzewicielem zachodniej cywilizacji, ale – odwrotnie – jej wyrzutkiem. Rozbitkiem życiowym.

Bezbrzeżny bezsens, będący najsilniejszym doznaniem lekturowym Buntu na jeziorach, a co za tym idzie – bezradność, swojego rodzaju tragizm podszyty ironią i inteligentnym (trzymającym przy życiu) poczuciem humoru, są wiernym odwzorowaniem sytuacji współczesnych młodych. Bez moralizatorstwa, wodolejstwa, górnolotnych czy plugawych słów. Trafnie, krótko i rzeczowo. Już dawno nikt tak dobrze nie pokazał, jak bardzo wszystko źle.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK

Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK
Deklinacja nic. MARCIN PAWLIK

Jeśli zapytać przypadkową – całkiem nieźle zorientowaną w krakowskim świecie literackim – osobę o Marcina Pawlika, najprawdopodobniej nie zająknie się nawet o jego poezji. Wspomni najwyżej o alternatywnym „Sublokatorze”, w którym jest basistą, przy dużym szczęściu będzie wiedziała, że jest także autorem tekstów ich piosenek. O poezji Marcina Pawlika nie miało okazji słyszeć i nie słyszało dotąd zbyt wielu (choć oddać należy sprawiedliwość „Czytelni” TVP Kultura, w której tomik był recenzowany). Po roku od wydania „Deklinacji nic” wypadałoby to wreszcie zmienić. Przepraszam, nie „wypadałoby” – bardzo chciałabym, żeby się to zmieniło.

Trudny to debiut pod wieloma względami. Z jednej strony niełatwo się przebić przez niemal czterdzieści bardzo zróżnicowanych utworów, z drugiej wyrokowanie na temat przyszłości poetyckiej autora (z czym wiąże się przecież zwykle recenzowanie debiutów) wydaje się wysoce problematyczne. Przejdźmy może więc od razu do rzeczy. Spróbujmy po kolei, choć opuszczając pierwszy utwór – o nim jeszcze będzie czas powiedzieć. Marcin Pawlik podzielił swój tomik na trzy części, którym nadał bardzo znaczące tytuły: Lokacje, Synapsy i Mute.

 

W Lokacjach, zgodnie z tytułem, większość wierszy wiąże się mniej lub bardziej z zagadnieniem miasta, funkcjonowania w rozmaitych przestrzeniach – od tych możliwie najbardziej metaforycznie egzotycznych (Jornada del Muerto) po pozornie swojskie (Błogosławię cię Kielce przez oczy Tesco). Można by sobie wygodnie je podzielić na te, w których miejscem pobytu jest mieszkanie (względnie: dom) i te, w których podmiot miota się w przestrzeniach miast. Tu autor nie szykuje się też do żadnego przewrotu – podmiot miota się oczywiście bez względu na stopień rozpoznania terenu. Trudno też nie raz będzie orzec, gdzie dokładnie jesteśmy, o jakim obszarze mowa. Mieszać będzie się w tej poezji niemal wszystko – przestrzenie, języki, zagubienie z apodyktyczną niemal pewnością. W Ziemi niczyjej czytamy: (…) wewnątrz / można by jednak / poszperać / niby że kluczem / ale bez żadnych / zasad i próżnych obscen / gdyby jeszcze były chęci / odzew bity na odlew / w tym pomieszaniu / języków i map (…) W tych słowach zdaje się w pewien sposób wyrażać antystrategia podmiotu – szpera, gdzie tylko chce, bez wcześniej ustalonej metody czy określonego przedmiotu poszukiwań, rezygnując z „próżnych obscen”, rezygnuje też z taniego efektu. Przegrzebując się przez tradycje literackie i doświadczenia lekturowe, próbuje zamanifestować (swoją drogą można wskazać wiele miejsc, w których z poetyką manifestu korespondować będą wiersze Pawlika) swój sprzeciw wobec każdego niemal systemu (do systemu – i niech mi ktoś udowodni, że diabeł nie tkwi w języku – jeszcze wrócimy). Dalej czytamy: (…) znaczy się że już pora / że trzeba szykować się / do manewrów pamięci. No właśnie – aktywnością, do której skłonny jest mówiący, nie wydaje się być sam manewr, ale jedynie przygotowanie do niego. Czym jednak są owe manewry, gdy chodzi o pamięć? Wydaje się, że chodzi o pewną cyrkulację obrazów, tekstów, doświadczeń, które w tym przypadku łączą się w obcej, albo raczej: podlegającej obcym, przestrzeni – domowej chyba – „ziemi niczyjej”.
Stan, w którym z jednej strony czas wykonania manewru taktycznego (bo o niego najpewniej chodzi) wydaje się nadchodzić, z drugiej to właśnie samo organizowanie sił jest najważniejsze. Pawlik organizuje i pokazuje, co udało się mu zorganizować do tej pory. Nie przebiera tego, co znalazł, nie decyduje się na radykalną selekcję. Raczej wymienia, przekłada i – tytuł tomiku także odsyła do takich skojarzeń – wielokrotnie odmienia. Choć zastanówmy się – skoro odmieniamy nic (nicość?), to skąd ten nadmiar? Skąd szperanie? Skąd ta nieznośna chwilami gęstość? Problem ze wskazaniem choćby antonimu nicości może wskazać istotny trop – dziwny przesyt jest niejako drugą stroną medalu nicości, jej negatywem, inaczej rozłożonymi akcentami niemal tego samego. Nie wydaje się jednak, by celem było „zagadanie nicości”, to raczej pierwsza próba przejścia od etapu czytania i mówienia głosem innych, do mówienia we własnym imieniu, możliwie najbardziej (sic!) własnym głosem. Czytamy jednak: (…) język przyrasta mi do milczenia / język nabrzmiały / jak szmata na wietrze. Odnieść można wrażenie, że to właśnie to doświadczenie – niemożności mówienia czy wyrażenia – jest przyczyną dla której tak zagęszczona jest ta poezja.
Mówiący wciąż patrzy, władze wzroku są dla niego podstawowymi i najważniejszymi – obrazki, telewizja, wszechobecne okna i szyby – jest oddzielony przezroczystą warstwą od tego, co widzi, ale też oddzielić próbuje się od zewnętrza, aby chociaż spróbować mówić o tym, co dzieje się wewnątrz. Wielokrotnie pojawiający się także motyw pamięci, która to dobiera się do ciała, to jest jedynie śladem. Szamocze się z nią i czerpie z niej jednocześnie. Donosy na rzeczywistość, by przeformułować tytuł tomiku Białoszewskiego, którą nie zawsze widzi podmiot jako ludzką (system, system, system), przeradzają się w różnej jakości poetyckie skargi. Raz będzie to dość proste zakończenie Domu otwartych okien: (…) osobisty model dotyku / dokładnie rozpisany na role: / weź podaj mi ciepło / a potrę nim oko. Innym razem w Błogosławię cię Kielce przez oczy Tesco mocno wypowiedziany, inicjalny fragment: Jest tylko niesmak / że się nie spełnia przepowiednia / i nagła powietrzna ofensywa / pozostaje jedynie w sferze marzeń (…). Nie rozczarowanie właśnie, ale „niesmak”, że przepowiednia się nie spełnia to wyraźny znak ironicznego stosunku mówiącego do własnej sytuacji. Pozornie godzi się w dalszych słowach na konieczność tłumaczenia „co i dlaczego?”, lecz jest to zgoda, która musi pociągać za sobą wrażenie: (…) niczym w terrarium / czułem jak wilcze spojrzenia / dosiadają się do mnie. Czyje są te spojrzenia? Powtórzmy raz jeszcze: systemu, systemu, systemu.
Bywało w tej części i ciężko, i męcząco, i frapująco. Skąd to wrażenie? Czytanie tych wierszy może być i bywa wyczerpujące, lecz nie jest to wyczerpanie frustrujące. Główny wniosek, do którego można dojść po lekturze – może niezbyt konstruktywny, przyznaję – to, że coś jest na rzeczy. Że autor miewa świetne intuicje, że może kluczy, ale przyglądanie się temu, jak to robi, jest niezwykle interesujące i że mimo, iż wiersze wydawać się mogą chwilami przesycone, to nie jest to przesycenie tym, co dobrze znane. Nie wpisze się bowiem ze swoją twórczością Marcin Pawlik w stylistykę wypracowaną przez kolegów po piórze. Jeśli może być dobrym poetą, a co do tego nie mam większych wątpliwości, to zapowiada się jako poeta raczej osobny.
Czas więc na Synapsy. Wiersze z tej części wydają się nieco nierówne – znajdzie się tu wiele kiksów, trzeszczących w uchu fraz, nieznośnie przesadzonych i przesyconych wersów. Znajdą się jednak wyjątkowo ciekawe ujęcia czy zaskakujące odwołania, jak to z Obsługi miłosierdzia: Ty się znasz i milczysz / brak stropu i brak odpowiedzi / dni całe w gęstych strupach / to od ciężkich praw metafizyki (…). Rzut oka wstecz – we wcześniej wspomnianej Ziemi niczyjej, znajduje się taki fragment: (…) część na parapecie / prawice wznosi ku niebu (…). Niewinny flirt z tradycją romantyczną? A może zaskakujący zwrot ku transcendencji? Chyba nie do końca, bo przecież mówiący na moment nawet nie przestaje być ironiczny. Wielokrotnie można poczuć się wytrąconym z równowagi. Nie inaczej, w nie innych rejestrach, funkcjonował będzie mówiący. Z jednej strony zdaje się zachowywać jak dziecko we mgle, z drugiej pojawi się na koniec Obsługi miłosierdzia wers, który wiele może wyjaśnić (nie zapominajmy o pierwszych zdaniach): (…) Jeśli jeszcze nie zwariowałem to jutro zapiszę.
W innych wierszach też będzie nas Pawlik torpedował ideami i odwołaniami. Nie tak już może wprost wyrażonymi, ale jasnymi i dość łatwo dekodowalnymi. W wierszu Życie jako lizanie niemożliwego powrócimy (choć nie wydaje mi się, aby wiele spośród dotąd omawianych rezygnowało z tej perspektywy) do władz wzroku, jako tych, którym nadaje wielkie znaczenie. Chłopiec, rodem niemal z Leśmianowskich wierszy, (…) nie zna tego rubasznego przeczucia / że ten żywopłot to tylko w jego głowie (…). Niby nic zaskakującego, a jednak – przykre zwykle odkrycie, że świat widziany jest jedynie wyobrażonym, tu jest określone jako „rubaszne przeczucie. Przewartościowanie, którego dokonuje, nie oznacza jednak skłonienia się ku konkretnej wizji czy filozofii – jest raczej (kolejny raz) testowaniem możliwości, które dają idee. Ten sam wiersz, wykorzystuje też bardzo dobrze znaną i – bądź co bądź – trochę już wytartą poetykę mówienia o końcu świata, który (…) będzie niczym szczególnym / raczej okaże się czymś w rodzaju / nadzwyczajnego posiedzenia rządu. Jest w tym jednak pewna znakomita intuicja: skoro wszystko jest w głowie chłopca, wszystko jest gęstwiną znaków, obrazów i zapachów, to czym więcej może być koniec świata. To wydaje się też bardzo ciekawe w poezji Pawlika – zwielokrotnienie, spiętrzenie idei, pewien ich nadmiar, który w ostatecznym odbiorze (często) daje się bezboleśnie, choć zarazem niełatwo, przyjąć.
Kończący tę część poemat prozą, który zamyka świetna fraza …ból zmęczony, lecz wciąż bestseller wydaje mi się jednym z lepszych utworów. Jest i sugestywny, i na swój przedziwny sposób oryginalny. Budując sytuację liryczną (cóż za nieszczęśliwe określenie…), umieszcza się mówiący w miejscu, w którym może zarazem obserwować (dominujący wzrok pozostał) i uczestniczyć, choć wydaje się, że nie może sobie pozwolić na „pełne uczestnictwo”, tak, aby nie przestać jednocześnie dystansować się i wątpić. Autoironiczne i pełne rezygnacji dopowiedzenie …ból mi przyniosą z papieru mówi wiele: zależność pojawia się tam, gdzie najmniej się można jej spodziewać. Czyli co, znów system, system, system? Ale – jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało – inne to już, jak dobrze widać, gdy przeczytamy uważnie całość, działania systemu.
W ostatniej już części – Mute – w utworze Miracula, znajdą się takie frazy: Zepsuto nas tym chłopskim rodzajem zmęczenia, w którym obchodzi się pola i sady naprężoną białą łydką, kroki gubią się, lecz wciąż bezwstydnie i na nowo obrastają brudem. Ziemia wysyła nam cienie, ziemia udziela nam demencji. (…) Pamięć doświadczenia, pamięć doświadczenia innych osób, pozwala tylko wątpić i widzieć wyraźniej. Jeśli ziemia udziela demencji, więcej: jeśli ziemia może udzielić demencji, nie sposób nie zapytać, dlaczego nie pragnie się tej wygody? Ponieważ wygody, jak wydaje się mówić podmiot (uwaga: podmiot zbiorowy), blokują prace wątpliwości i sprzeciwu, konstytutywne dla tożsamości. Także melancholijne ujęcia nie raz jeszcze pojawią się w tej części (milknie się przecież także nie bez powodu), na przykład w finalnych wersach Cysty: (…) ulegamy krępującej erozji / ale wciąż jesteśmy / pamięcią o innym / żyjąc jedynie z wyjadania wspomnień / i przegryzania stropów. Niekończący się proces angażuje także innych (ponownie, jak w wielu wierszach Mute, podmiot zbiorowy), którzy z jednej strony żerują, z drugiej utrzymują żywą pamięć o innych. Ten cichy bunt, odbywający się niemal między wersami, daje się wyrazić w tak powściągliwych słowach. Gdzie indziej czytamy: (…) w tę i we w tę / baaardzo rytmicznie / mimicznie / jak pod ścianą płaczu / wte i wewte / zerwiemy je zanim… / kiedyś… to pewne (…). Kiedy nadejdzie to mityczne „kiedyś” – nie wiadomo. Wiadomo jednak, już wers dalej, co stwierdza, co widzi, co proponuje bądź proponować musi podmiot: (…) spójrz: agencja powietrza w remoncie / będziemy więc sprzedawać się w skupieniu. Nic od siebie dodać nie chcę.

Po słowie o towarzyszących poezji Pawlika obrazkach, wrócić trzeba będzie jeszcze do pierwszego – pominiętego wcześniej – utworu. Nie bez powodu określiłam te małe obrazki jako towarzyszące, a nie ilustrujące. Nie są one bowiem ani jednoznacznie związane, ani też nie komentują poezji, obok której są umieszczone. Są czymś w rodzaju równoległej projekcji, chwili na spojrzenie w wielkie zęby czy rzut oka na Style of life. Trochę szkoda, że w tak niewielkim zakresie zaistniał tu Marc Brunier-Mestas (to twórca obrazków oczywiście). Wydaje mi się to bowiem wyjątkowo ciekawe – współbieżna, choć nie ścisła, koegzystencja dwóch przestrzeni: słownej i wizualnej, nie tworząca złudzenia prostej przekładalności tych dwóch języków.

W Bez opamiętania – to ten omijany pierwszy utwór – transformując bajkę Jachowicza (nieśmiało zaznaczę, że to też okres romantyzmu) pisze Pawlik: Pan System był chory i leżał w łóżeczku. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Bo zależało mi bardzo, aby deklarację niemal explicite wyrażoną, odsunąć na dalszy plan. Nie oznacza to jednak, że utwór jest gorszy od innych, przeciwnie – we frazach (…) Pan System Śniło mi się odstąpienie / Przerywaj mi zanim zacznę (…) albo (…) Pan System Pocić Pocić się Wychładzać / Przeprosić się (…) Pawlik bardzo sprawnie i bardzo ciekawie pokazuje wobec czego, wobec jakich systemów, wobec których w jaki sposób, buntować się musi i że nie bez powodu mottem tomiku uczynił zdanie Györgi Konráda, że Pamięć to bunt. I teraz drodzy Państwo, proszę przeczytać na własną rękę całość od początku. Nie będzie łatwo, nie będzie lekko, ale warto.

Olga Szmidt > Magazyn Mrówkojad* nr. 51

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 10,00 zł
szt.

Puste spacje. ENRIQUE WINTER

Puste spacje. ENRIQUE WINTER
Puste spacje. ENRIQUE WINTER

Tradycja i nowoczesność, aleksandryny i haiku, merengue i mazurki – wszystko to znajdziemy w wierszach Enrique Wintera, w wybuchowym wyborze Marty Eloy Cichockiej. Od wzgórz Valparaíso, gdzie bohater liryczny przeżywa młodzieńcze wzruszenia i rozterki, aż po polskie dróżki, które przemierzała charakterna babcia poety, „Modzelewska po ojcu, Wyrzykowska po matce”: PUSTE SPACJE same się proszą, by zapełnić je znaczeniami.

ENRIQUE WINTER (1982) – chilijski poeta, prozaik i tłumacz. Z pochodzenia potomek polskich i niemieckich imigrantów, z wykształcenia prawnik, z zamiłowania literat, wydawca w Ediciones del Temple, tłumacz Charlesa Bernsteina i Philipa Larkina na język hiszpański, stypendysta New York University w dziedzinie twórczego pisania, wykładowca na Universidad Católica de Valparaíso. Opublikował cztery tomiki wierszy: Atar las naves (2003), Rascacielos(2008), Guía de despacho (2010) i Lengua de señas (2015), a także powieść Las bolsas de basura (2015). Jego wiersze i wideo wchodzą w skład około setki publikacji w sześciu językach. Muzykę do jego wierszy (w ramach projektu Winter Planet) stworzył Gonzalo Planet, basista zespołu Matorral. Laureat nagród literackich: m.in. Víctor Jara, Nacional de Poesía & Cuento Joven, Nacional Pablo de Rokha i Goodmorning Menagerie Chapbook-in-Translation.

MARTA ELOY CICHOCKA (1973) – poetka i fotografka, iberystka i literaturoznawczyni, tłumaczka Calderona i Racine’a, Juarroza i Gelmana. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury, laureatka I nagrody w konkursie poetyckim im. Haliny Poświatowskiej oraz I Beca-Residencia Internacional SxS Antonio Machado. Współzałożycielka Fundacji Sztuka dla Sztuki / ART for ART, pomysłodawczyni i koordynatorka projektu „Literatura to ludzie, kultura to komunikacja” pod auspicjami Santander Universidades, warsztatów translatorskich „Manufaktura Poezji” oraz cyklu dwujęzycznych spotkań poetyckich „REPUBLICA POETICA”.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 16,00 zł
szt.

Gabinet kolekcjonera – GEORGES PEREC

 Gabinet kolekcjonera – GEORGES PEREC
Gabinet kolekcjonera – GEORGES PEREC

Gabinet kolekcjonera, ostatni fabularny utwór prozą ukończony i wydany przez Pereca przed śmiercią, jest zatem swego rodzaju dopełnieniem Życia instrukcji obsługi — w pewien przewrotny sposób jakby setnym, brakującym rozdziałem powieści.
Rozumie się samo przez się, że Gabinet stanowi lekturę obowiązkową dla admiratorów słynnego arcydzieła. Nie tylko z powodu przyjemności wynikającej z tropienia wzajemnych powiązań obu tekstów (zdradźmy tylko, że każdy z 99 występujących w Gabinecie obrazów nawiązuje, zazwyczaj wielce wyrafinowanie, do jednego z rozdziałów Życia), ale przede wszystkim dlatego, że zabawna opowieść o losach kolekcji pewnego piwowara-entuzjasty sztuki kryje w sobie bardzo istotne rozważania na temat oryginalności i wtórności, prawdy i złudzenia, a przede wszystkim sytuacji artysty (każdego artysty — także i pisarza) oraz zagmatwanej, mocno podejrzanej natury, jaką posiada wszelkie tworzenie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 16,00 zł
szt.

Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA

Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA
Engramy. MARTA ELOY CICHOCKA

Engramy to ślad pamięciowe, zmiany pozostawione w układzie nerwowym przez konkretne przeżycia. Na ich podstawie pamięć odtwarza potem cały magazyn wspomnień i doświadczeń. W Engramach Marta Eloy Cichocka proponuje nam wietrzenie magazynów pamięci: nie tylko tej indywidualnej (nieraz bardzo prywatnej, choć przecież uniwersalnej), lecz również pamięci zbiorowej, palimpsestu wyimków ze świętej księgi Majów obok świeżych okruchów traum całkiem współczesnych. Wietrzenie magazynów zainspirowali m.in. Zbigniew Herbert, Olga Tokarczuk i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, PJ Harvey, Jónsi i Patti Smith, Juan Gelman czy Ko Un. To liryka erudycyjna i osobista zarazem, delikatna i drapieżna, serdeczna i skupiona, wciśnięta w strofy jak w szpilki, a czasem jak w glany, kobieca jak / poezja kobiety którą stać na poezję, i której ironiczne credo brzmi: dużo / piszę mało zapisuję. Tak wybrzmiewa poetycki wielogłos samotności: mam cztery języki w jednym milczę / w drugim mówię w trzecim piszę / czwartym liczę tylko na siebie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 16,00 zł
szt.

Sierpień - ALDONA KOPKIEWICZ

Sierpień - ALDONA KOPKIEWICZ
Sierpień - ALDONA KOPKIEWICZ

Wrocławska Nagroda Poetycka “Silesius” 2016 w kategorii DEBIUT!

Sierpień
 Aldony Kopkiewicz to – nieproporcjonalnie szczupły do złożoności pojawiających się tam znaczeń – zapis asysty przy umieraniu ojca. Kopkiewicz ani zbytnio nie metaforyzuje języka swojej historii, ani nie ucieka się do naturalizmów; wydaje się całkowicie odporna na przyciąganie konwencji melancholijno-żałobnej. Pozwala raczej w pełni wybrzmieć dyskretnie zarysowanym obrazom, prostym konstrukcjom, elementarnym frazom. Autorka zawiązuje z nami pakt autobiograficzny, ale idzie też zupełnie sama meandrami halucynacji, mirażu i baśni. Warto podkreślić, że swoją prostą, a zarazem sugestywną frazą Kopkiewicz ustala w jakimś sensie (ponownie) brzegowe warunki języka. Jej Sierpień to reset skonwencjonalizowanego pisania o śmierci w polskiej poezji, wyrwanie się z kręgu paru podstawowych obrazów „ja” opłakującego stratę, ale też, co istotne, pokaz ambiwalentnego układu sił psychicznych w rodzinie. Bardzo inteligentnie wszystko to zrobione.
Anna Kałuża – Instytut Książki 

Aldona Kopkiewicz
 – urodzona w 1984 roku w Szczecinie. Autorka esejów, bajek i poematu. Prowadzi Zakład Wróżbiarski „No Future”, w którym stawia katastroficzne taroty.

 

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 16,00 zł
szt.

Ślady opon na poduszce - MARTA ELOY CICHOCKA

Ślady opon na poduszce - MARTA ELOY CICHOCKA
Ślady opon na poduszce - MARTA ELOY CICHOCKA

Ta książka nie mogła utknąć w szufladzie, bo zwiedziwszy siedemdziesiąt dwa kraje, autorka nie ma szuflady. Nie mogła też trafić od razu do druku, bo autorka dużo pisze, ale mało zapisuje. Nie mogła również ulec zniszczeniu albo zapomnieniu, bo – jak się przekonacie – Morgan to ktoś zupełnie wyjątkowy, o kim zapomnieć nie sposób. Zamiast tego, dojrzewała powolutku i solennie, niczym ulubiony trunek autorki. Jeśli koany mają bratnią duszę, to jest nią znany z fotografii miksang. Niczym ich rewers, poezja Marty Eloy Cichockiej przegląda się w tym, co tu i teraz, a jedyne (sic!), co do tej percepcji niezbędne, to uważność. Jeśli naturą słowa jest poezja, to naturą tej poezji jest dobre oko.
Marcin Oleś

Marta Eloy Cichocka (1973) – poetka i fotografka, tłumaczka Calderona i Racine’a, Juarroza i Gelmana, badaczka literatury współczesnej, promotorka kultury. Urodzona w Krakowie, deportowana z Kuby, doktoryzowana we Francji, jest stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP w dziedzinie literatury i współzałożycielką Fundacji Sztuka dla Sztuki / ART for ART. Opublikowała „Wejście ewakuacyjne”, „Lego dla ego” i „Ślady opon na poduszce” (zbiory wierszy i fotografii miksang), dwujęzyczną antologię współczesnej poezji hiszpańskojęzycznej „Republica Poetica 1.0: 111 wierszy” oraz monografię dot. współczesnej powieści historycznej „Entre la nouvelle histoire et le nouveau roman historique”. Jej wiersze wraz z utworami Darka Foksa i Tomasza Różyckiego zainaugurowały Scenę Poezji Współczesnej przy Teatrze Słowackiego w Krakowie. Laureatka I nagrody w konkursie poetyckim im. Haliny Poświatowskiej, gościła na festiwalach literackich w Polsce, Francji i Meksyku.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 16,00 zł
szt.

Wstrząsająco przystojny mężczyzna. TOMASZ WIŚNIEWSKI

Wstrząsająco przystojny mężczyzna.  TOMASZ WIŚNIEWSKI
Wstrząsająco przystojny mężczyzna. TOMASZ WIŚNIEWSKI

„Wstrząsająco przystojny mężczyzna” to druga książka w dorobku Wiśniewskiego – groteskowa, zabawna, labiryntowa opowieść o pogrzebie, którego uczestnicy poznają fantastyczne i absurdalne wspomnienia zmarłego. Opowieść rozpada się na dziesiątki innych opowieści, zawieszonych pomiędzy szaleństwem a baśnią, mistyką a humorem, pomiędzy twórczością Flanna O’Briena i Borisa Viana. Z tego labiryntu wyobraźni każdy czytelnik znajdzie swoje własne wyjście.

Tomasz Wiśniewski – ur. 1987 w Hanowerze, pisarz i krytyk literacki. Za debiutancki zbiór opowiadań „O pochodzeniu łajdaków” (Wydawnictwo Lokator, 2015) nominowany do Nagrody Conrada, Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza i Górnośląskiej Nagrody Literackiej Juliusz oraz uhonorowany Nagrodą Specjalną Krakowa – Miasta Literatury UNESCO (2016)

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 20,00 zł
szt.

Mój piękny autobus – JACQUES JOUET

 Mój piękny autobus – JACQUES JOUET
Mój piękny autobus – JACQUES JOUET

Mój piękny autobus to powieść rozważająca możliwość powieści, jako dzieła sztuki. Opowiada o podróży autobusem ze wschodu na zachód Francji. Basile jest kierowcą. Odile jest jego żoną. Świat jest światem i jest wszędzie wokół. Teraźniejszość na miejscu szofera. Przyszłość, widoczna przez przednią szybę. Przeszłość wyraźnie dostrzegalna we wstecznym lusterku.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 20,00 zł
szt.

Odległy dzień – SALEH DIAB

Odległy dzień – SALEH DIAB
Odległy dzień – SALEH DIAB

Cały przychód ze sprzedaży książki zostanie przeznaczony na wsparcie działań Polskiej Akcji Humanitarnej na terenie Syrii.

Saleh Diab, urodzony w 1967 roku w okolicy Aleppo, mieszka od roku 2000 we Francji. Poeta, dziennikarz piszący o literaturze, znawca współczesnej poezji arabskiej, której poświęcił m.in. swoją pracę doktorską (Poésie arabe contemporaine – le poème en prose, 2012) i dwa eseje na temat poezji pisanej przez kobiety (Récipient de douleur, 2007, Le désert voilé, 2009).

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 21,00 zł
szt.

PAKIET: Bajkonur + Bunt na jeziorach + Deklinacja nic

PAKIET: Bajkonur + Bunt na jeziorach + Deklinacja nic
PAKIET: Bajkonur + Bunt na jeziorach + Deklinacja nic

U Pawlika nic nie jest tym, czym się wydaje. Bajkonur to kosmodrom, z którego daje się nura w wyobraźnię, miesza szyki, wlewa wspomnienia do kadzi ze snami, zabiera rzeczy potrzebne i trochę mniej potrzebne. Bajkonur to miasto, to kocimiasto i psimiasto, to bajka o nocy i dniu, o domach i oknach, o grafitowych pantalonach i evencie z Judaszem, o tym, co dzieje się w przerwie meczu o Puchar Polski i o tym, co w Pewexie. Przeszłość wywrócona na nice, wetknięta w okruchy tu i teraz, jutrzejsze wizje spalają się na skraju państwa. Jakiś smutek dziwny, jakieś krwiste niepokoje idą ramię w ramię z magią chwili. Niby wiemy, że bywało różnie, ale kicamy. Kicamy, choć wilcy nam skaczą po piętach, trochę jak u Jacoba, trochę jak u Herberta, trochę jak w tych wszystkich najładniejszych i najstraszniejszych zarazem bajkach, co są z języka i na języku.
Jakub Kornhauser

Marcin Pawlik (ur. 1978) – politolog, prawnik, basista oraz tekściarz zasłużonych zespołów alternatywnych, członek trupy teatralnej Teatr Bob. Czynny kadrowicz Reprezentacji Polskich Pisarzy w Piłce Nożnej. Wydał dwie książki poetyckie Deklinacja nic oraz Bunt na jeziorach. Stacjonuje w Krakowie.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 21,00 zł
szt.

Wieloryb. The Globe – MATEUSZ PAKUŁA

Wieloryb. The Globe – MATEUSZ PAKUŁA
Wieloryb. The Globe – MATEUSZ PAKUŁA

Krzysztof Globisz jako tytułowy WIELORYB – wielki płetwal wyrzucony na brzeg oceanu. Zuzanna Skolias i Marta Ledwoń jako działaczki Greenpeace’u, które próbują go ratować, polewają go wodą i śpiewają mu piosenki. Ale kto tu komu i w czym pomoże, to się jeszcze okaże. Tekst wielokrotnie nagradzanego Mateusza Pakuły to sztuka o empatii, o wychodzeniu z choroby i niesieniu pomocy, o słowach i o tym, czego słowa nie są w stanie powiedzieć, o sile muzyki i jej uzdrawiającej mocy, o czułości, rodzeniu dzieci, o granicach wyobraźni...

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 23,00 zł
szt.

24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji - MARIUSZ FRUKACZ

24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji - MARIUSZ FRUKACZ
24 klatki na sekundę. Rozmowy o animacji - MARIUSZ FRUKACZ

Coś się dzieje dobrego w polskiej animacji. Coś nowego. Coś, czego nie da się łatwo zaszufladkować, czemu nie da się nadać jednej etykietki.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 24,00 zł
szt.

Teatr I – GEORGES PEREC

Teatr I – GEORGES PEREC
Teatr I – GEORGES PEREC

Podwyżka i Schowek Parmentier pochodzą z tomu Teatr I, którego pierwsze wydanie ukazało się w 1981 roku, na rok przed śmiercią Georgesa Pereca...

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Obraz, który trwa tyle, co życie – OLVIDO GARCÍA VALDÉS

Obraz, który trwa tyle, co życie – OLVIDO GARCÍA VALDÉS
Obraz, który trwa tyle, co życie – OLVIDO GARCÍA VALDÉS

OLVIDO GARCÍA VALDÉS – hiszpańska poetka, eseistka i tłumaczka. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie w Valladolid i filologii romańskiej na Uniwersytecie w Oviedo. Mieszka w hiszpańskim Toledo.

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

po drugiej stronie siebie – ELIZA KĄCKA

po drugiej stronie siebie – ELIZA KĄCKA
po drugiej stronie siebie – ELIZA KĄCKA

Sny, skrawki życia, skrawki śmierci. Miraże na nocnym oceanie, przez który płynie Kącka. Ale czy błędne? Nie – te są prawdziwe, pełne znaczenia. Olśniewające.
Piotr Siemion

Dostępność: na wyczerpaniu

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.
  • nowość

Kim jestem? Wiersze wybrane – LEÓN FELIPE

Kim jestem? Wiersze wybrane – LEÓN FELIPE
Kim jestem? Wiersze wybrane – LEÓN FELIPE

León Felipe (1884–1968) nie należy do poetów, których nazwiska padałyby pierwsze podczas debat nad wyborami wierszy czy antologiami hiszpańskich autorów. Wczesne opuszczenie Hiszpanii i kłopot z zakwalifikowaniem do konkretnego pokolenia literackiego sprawiły, że został on niejako odsunięty na dalszy plan. Równie dobrze jednak właśnie trudność z zaszeregowaniem i marginalizacja tego autora mogą szczególnie zaintrygować czytelnika: zachęcić do odkrycia – czy też ponownego odkrycia – jego twórczości. Zanurzenie się w wiersze Leóna Felipe to otwarcie okna na głębokie uniwersum życiowe i literackie.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.
  • nowość

O pochodzeniu łajdaków - TOMASZ WIŚNIEWSKI

O pochodzeniu łajdaków - TOMASZ WIŚNIEWSKI
O pochodzeniu łajdaków - TOMASZ WIŚNIEWSKI

Niezwykła wyobraźnia literacka Wiśniewskiego oddaje hołd Calvino, Borgesowi czy twórcom z grupy OuLiPo. Pozornie zwykła i oswojona rzeczywistość ma swoją absurdalną, groteskową, czasem przerażającą podszewkę. Jego proza to odświeżający powiew niekonwencjonalności.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Pamiętam że – GEORGES PEREC

Pamiętam że – GEORGES PEREC
Pamiętam że – GEORGES PEREC

Wspomnieniami Pereca bywają fakty będące niegdyś na czołówkach gazet, ale obecnie całkiem zapomniane, jednak przede wszystkim są to drobne zdarzenia, a także mniej lub bardziej magiczne miejsca i najrozmaitsze „donosy rzeczywistości”, które – pomijane w podręcznikach, historiach epoki, czy „poważnych” pamiętnikach – w znaczący sposób współtworzyły tkankę codzienności, tej codzienności, która od dawna już nie istnieje, ale przywoływana zadziwia swoim rozmigotanym bogactwem.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Notatki na marginesach - PIO KALIŃSKI

 Notatki na marginesach - PIO KALIŃSKI
Notatki na marginesach - PIO KALIŃSKI

NOTATKI NA MARGINESACH Księgi niepokoju spisanej przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie.

Marginesy owych stronic Piotr Kaliński pokrywa linorytami, dając nam do zrozumienia, że pisać można także obrazem, a pojęcie notatki odnosi się nie tylko do słowa, ale też do form wizualnych. 

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Kobierki - GRZEGORZ FRANCZAK

Kobierki - GRZEGORZ FRANCZAK
Kobierki - GRZEGORZ FRANCZAK

Książka nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia 2014!

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Sainte-Fabeau. JERZY FRANCZAK

Sainte-Fabeau. JERZY FRANCZAK
Sainte-Fabeau. JERZY FRANCZAK

Sainte-Fabeau skrywa wiele tajemnic. Można tu trafić do Uniwersytetu Tysiąclecia, w którym trwają eksperymenty nad inżynierią czasu, do Dolnego Miasta o niewymiernym kształcie, do kościołów zmienionych w restauracje i do więzienia, w którym dni następują po sobie w porządku alfabetycznym. Główny bohater przyjeżdża z wykładem, ale natychmiast zanurza się w dziwną przygodę, przypominającą straszny i piękny sen. Poznajemy ten sen w dwóch alternatywnych wersjach, które zaczynają się w tym samym miejscu, a prowadzą w zupełnie odmiennych kierunkach. Po jednej stronie namiętny romans, proces sądowy o morderstwo i rewolucja, po drugiej – stabilizacja, założenie rodziny i daremne oswajanie niesamowitości tego miejsca. Sama opowieść jest równie wielowymiarowa, co tytułowe miasteczko: raz mroczna, nasycona grozą i erotycznymi fantazjami jak u Kafki, innym razem lekka i purnonsensowa jak u Topora, ale zawsze pełna hipnotycznego czaru.

Jerzy Franczak (1978) – pisarz. Autor zbiorów opowiadań (m.in. Trzy historye, Szmermele), książek eseistycznych (m.in. Grawitacje, Kwiatki), naukowych (Rzecz o nierzeczywistości. Sartre – Gombrowicz – Nabokov; Poszukiwanie realności) oraz artystycznych (wspólnie z PIOtrem Kalińskim – m.in. Pacynki, Wyczerpanie). Opublikował powieści: Przymierzalnia, Nieludzka komedia, Da capo i NN. Redaguje Magazyn Literacki w „Tygodniku Powszechnym”, wykłada na polonistyce i kulturoznawstwie UJ.

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Przejdź do historii – LINN HANSÉN

Przejdź do historii – LINN HANSÉN
Przejdź do historii – LINN HANSÉN

Przez całe sześćdziesiąt jeden stron poetyckiego zbioru Linn Hansén mierzy się z historią. To zaskakujące u kogoś, kto pochodzi z kraju, w którym historia nigdy nie była tak ważna, jak w lepiej nam znanych partiach Europy. Czym jest dla niej historia: wszystkim, co minęło? Gdzie ma początek? Jak się skończy? Czy wzbudza nostalgię? Co nią kieruje i czy ta kierownicza siła różni się od natury? Czy jest sens o to pytać? Szwedzka poetka z wielką pasją, oszczędnością słowa, wystawiając na próby wielkie klasyczne formuły, kreśli dzisiejszy stan świata. To więcej niż sztuka pamięci: sztuka budzenia lęku i nadziei, skrytych w tym, co było i być może będzie.

 

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.

Rzeczy - GEORGES PEREC

Rzeczy - GEORGES PEREC
Rzeczy - GEORGES PEREC

Rzeczy (fr. Les Choses. Une histoire des années soixante ) – debiutancka powieść Georges’a Pereca z 1965 roku, za którą otrzymał w tym samym roku Nagrodę Renaudot.

Dostępność: średnia ilość

Wysyłka w: 24 godziny

Cena: 25,00 zł
szt.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl